Jarocin

Portal historyczny

 

 

Skórzewscy na Kretkowie

Zapomnienie, postępująca dewastacja pięknego niegdyś pałacu w Kretkowie i otaczającego go parku podworskiego, a także rezygnacja z remontów i elementarnej troski o dorobek przeszłych pokoleń, zaowocowały, jak określił to w swojej publikacji na temat tego niezwykłego miejsca ks. prof. Jan Grzeszczak, „ponurym finałem”, który obecnie możemy oglądać w byłych dobrach kretkowskich. Upadek Kretkowa jest wręcz szokujący dla odwiedzającego to miejsce badacza.

Kretków to dawniej wieś graniczna między Wielkim Księstwem Poznańskim a Kongresówką. Niegdyś należała do Radolińskich, którzy wybudowali w niej pierwotnie barokową siedzibę, a od 1798 r. była w posiadaniu potężnej rodziny Skórzewskich. Brat gen. Franciszka Skórzewskiego, Michał Skórzewski, dał początek linii Skórzewskich zwanej podkomorską, do której należeli w XIX i XX w. kolejni właściciele dóbr kretkowskich. Barwna to postać. Będąc pułkownikiem wojsk koronnych, nie przeszkadzało mu być jednocześnie zwolennikiem liberum veto i polityki carycy Katarzyny II. Oprócz tego był także dobrym gospodarzem i właścicielem ponad dwudziestu wsi i majątków, w tym m.in. pobliskiego Komorza. Ale to nie on stał za zakupem Kretkowa przez Skórzewskich.

Dobra kretkowskie nabyła rok przed śmiercią wdowa po Michale Skórzewskim, Ludwika z Czapskich. Sytuacja Kretkowa, mimo wpływowych właścicieli, nie zawsze była dobra. W 1829 r. rozważano nawet sprzedaż zadłużonego majątku. Ostatecznie do tego nie doszło i Skórzewscy gospodarzyli w Kretkowie do 1939 r. Ostatnią właścicielką Kretkowa była Halina z Sęp-Szarzyńskich Skórzewska, a ostatnim męskim przedstawicielem rodu Skórzewskich, zmarły 16 grudnia 1928 r. w Kretkowie jej mąż Franciszek. Co godne odnotowania, nie doczekali się oni potomstwa. Dziesięć lat po śmierci Franciszka, dzięki dobremu gospodarowaniu przez Halinę Skórzewską, której pomagał administrator Jan Spychała, dobra kretkowskie liczyły ogółem 937 ha, w tym 600 ha gruntów ornych, 222 ha lasów, 40 ha łąk, 40 ha pastwisk, 15 ha terenów zabudowanych oraz 12 ha parku i 8 ha dróg i rowów. Był to, jak widać, imponujący majątek. Kretków słynął też z doskonałej kuchni. Nic nie wskazywało upadku tego miejsca.

Tuż przed wybuchem II wojny światowej wdowa po Skórzewskim, Halina, sporządziła testament, w którym dobra w Kretkowie zapisała swojej siostrze Anieli Niegolewskiej „z prośbą, aby jak najprędzej adoptowała godnego zaufania krewnego lub krewną, albo ostatecznie obcą osobę, która dawać będzie rękojmię, że utrzyma Kretków i nie odda go na marne”. Wkrótce wybuchła wojna, a Halina i towarzysząca jej siostra pozostały pełne niepokoju w Kretkowie.

Halina jako ostatnia przedstawicielka rodu Skórzewskich na Kretkowie została jednak brutalnie pozbawiona przez Niemców, rękoma niemieckiego starosty okupacyjnego Petera Orlowskiego, majątku. Było to dokładnie 17 października 1939 r. Wkrótce w Kretkowie pojawiła się komisja niemiecka, która przeprowadziła ewidencję dóbr kretkowskich. Tydzień później obie siostry zostały wypędzone przez Niemców z Kretkowa i, podobnie jak większość ziemian z terenu powiatu jarocińskiego, osadzone w obozie przejściowym w Cerekwicy, a następnie 9 grudnia 1939 r. wywiezione w wielkiej akcji wysiedleńczej do Białaczowa w Generalnym Gubernatorstwie, gdzie Halina zmarła w 1942 r.

Pałac w Kretkowie

Pałac wybudowali w Kretkowie w 1740 r. Radolińscy. Został on gruntownie przebudowany w stylu klasycystycznym przez Skórzewskich w pierwszym dziesięcioleciu XIX w. Ukończono go ok. 1820 r. i, chciałoby się napisać, dotrwał do naszych czasów. Niestety w latach 80. XX. wieku został bezmyślnie… wysadzony! Cytując Różę Kąsinowską, autorkę opracowania dotyczącego kretkowskiego pałacu: „powojenna historia każdego zdewastowanego pałacu lub dworu, czy całkowicie niemal jak Kretków zniszczonego, wygląda podobnie. Nietknięty prawie przez lata okupacji i posiadający stare wyposażenie obiekt, po znacjonalizowaniu majątków przejęty zostaje przez Państwowe Gospodarstwa Rolne. […] Dopóki dach pałacu był w dobrym stanie, obiekt służył jako mieszkania, biura gospodarstwa i świetlica, w której urządzano okolicznościowe imprezy. Los kretkowskiego pałacu przypieczętowało ulokowanie kierownictwa gospodarstwa rolnego w Raszewach – wówczas Kretków spadł do rangi jednego z folwarków” (R. Kąsinowska, „Ruiny pałacu w Kretkowie” [w:] „Kretków. Właściciele. Zabytki. Duszpasterze”, red. J. Grzeszczak, Żerków 2014, s. 145.)

Niestety w okresie powojennym zabrakło także odpowiedniego nadzoru Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, aż do 1980 r. A i ten nadzór, jaki wówczas sprawowano, okazał się katastroficzny w skutkach. Co szokujące, konserwator wyraził wstępną zgodę na rozbiórkę pałacu! Przedstawiciele PGR Raszewy, którym podlegał pałac, odetchnęli z ulgą, ponieważ nie dysponowali pieniędzmi na remont, a stolarka drzewna kusiła okolicznych mieszkańców, którzy dewastacyjnie penetrowali pałac. Stwarzało to niebezpieczeństwo.

Ostatecznie w marcu 1983 r. dyrektor PGR Raszewy Janusz Waźbiński zwrócił się do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z prośbą o rozbiórkę pałacu, a kiedy nie otrzymał pisma z odpowiedzią, po prostu samowolnie nakazał go… wysadzić. Dokładna data tego wyjątkowo bezmyślnego czynu nie jest znana, ale zachowała się relacja naocznego świadka wysadzenia kretkowskiego zabytku Krzysztofa Paruszewskiego. Oto, co napisał na profilu Facebook Historia Jarocina:

„Byłem naocznym świadkiem wysadzenia części tego pałacu. Raczej rok 1985… Ojciec mój miał wtedy w kretkowskim lesie kilkanaście uli pszczół. Byliśmy tam razem, jakiś przegląd pewnie. No i właśnie przejeżdżał duktem ówczesny leśniczy (dobry znajomy Ojca). Powiedział, że za około pół godziny saperzy wysadzą część pałacu. Podjechaliśmy te kilkaset metrów „maluszkiem”, bo zdarzenie raczej niecodzienne. Można było ulokować się bezpiecznie po drugiej stronie stawu… Bliżej (z wiadomych względów) nie pozwalano. Widzów zaledwie kilkunastu. Najpewniej nie zależało na nagłośnianiu „akcji”. Samo „bum” zrobiło na mnie wrażenie. Troszkę huku… więcej niż troszkę… ale bez przesady. Ta wysadzana część uniosła się w górę odrobinę, a potem poleciało wszystko w dół. Ogromny tuman kurzu i pyłu opadający na ziemię. Przez wiele chwil. Ściana, od której „odcięto” tę wysadzaną część, pozostała nienaruszona. Uznałem to wtedy jako „dobrze wykonaną robotę”. Ojciec miał mieszane odczucia i był dość wyraźnie poruszony. Powiedział później, że to jest zacieranie śladów historii. Że zachowają się jedynie te pałace, o których losy potrafią zadbać potomkowie dawnych właścicieli. Żeby „zadbać” trzeba mieć kasę i „wejścia” do odpowiednich ministerstw. W sumie było to bezsensowne. Bo ani nie wyburzono całości, ani nikomu to miejsce do niczego nie było potrzebne na inny cel. I dotąd nie jest”.

Autor: Tomasz Cieślak

Bibliografia:
Kretków. Właściciele. Zabytki. Duszpasterze, red. J. Grzeszczak, Żerków 2014.

 

Twórca projektu Twórca
Partnerzy
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin

Kategorie tematyczne