Mieczysław Barwicki, „Cześć Pieśni”
Tekst opracowała Danuta Matelska na podstawie rękopisu Mieczysława Barwickiego z 1914 r.
Śpiew jako harmonijna całość dwóch najpiękniejszych płodów ducha ludzkiego: poezji i muzyki, należy do czynników silnie działających na serce i umysł człowieka. Posiada on ze wszystkich sztuk pięknych sam jeden tę właściwość, że najdokładniej uwydatnić umie wszystkie nieomal uczucia. Dlatego też jak świat wielki, długi i szeroki, wszędzie brzmi pieśń, wszędzie ona znana, lubiana i wzbogacana coraz to nowszemi utworami.
We wszystkich chwilach życia, w smutku czy bólu, w szczęściu czy niedoli, w sieroctwie czy zapomnieniu, w chwale czy poniżeniu, wszędzie jest pieśń, splata się z życiem i nigdy jej piękno nie blednie, nigdy jej dźwięk nie milknie. Któż by jej też nie kochał, nie przebywał chętnie tam, gdzie pieśń się rodzi. Poeta mówi: Tyle szczęścia co człek prześni, Tyle życia co jest w pieśni.
O! Bo też pieśń wszystko wypowie, wyśpiewa i zrozumie. Opowiada ona nie tylko o tem jak było w dawnych czasach, ale i o tem co jest dziś, co smutne lub radosne, co znane światu lub nurtujące na dnie serca, co ciche i tęskne jak skarga sieroty, albo silne i wielkie jak miłość Boga – Ojczyzny, poświęcenie zapał i męstwo.
A musi ona być dziwnie miła i słodka, gdyż tylko ona jedna dziecinę w płaczu ukoi, do snu ukołysze to młode pacholę, które na ziemi płaczem życie zaczyna.
Tak samo przemówi ona do duszy ubogiego wieśniaka jak do serca możnego pana, rozweseli swą nutą wesołą parobczaka idącego z kosą na łąkę jak i młodzieńca nad książką ślęczącego, miła ona tak samo dziewoi ustrojonej w rozmaryn i korale jak pannie w klejnotach i drogich sukniach.
Są piosnki układane dla kołysania dzieci, ciche, rzewne i miłe, w tych słowach przemawia miłość matki słodko do dzieciny, nazywa ją rozmaitemi pieszczotliwemi imionami, marzy o jej szczęściu, sławie i przyszłości nieznanej.
Inne zupełnie, do tych niepodobne, są tak zwane „piosnki sieroce”, w tych prawie zawsze skarży się sierota jak to bez matuli źle na świecie, jak ciężkie życie sieroce: jeden choćby tylko ustęp z takich piosenek chcę tu przedstawić:
Chleba skibkę gdy mi rzucą,
Wzrokiem wzgardy ofiarują,
Oh! Nie wiedzą jak smakuje
Chleb co wzgarda ofiaruje…
Najbogatszy jest skarbczyk piosnek miłosnych, nieprzebrane i niezliczone ich odcienia i zwroty. Barwna ta tęcz uczuć ludzkich snuje się tak samo wśród chat jak i pałaców, wśród pól i łąk, jak i wśród miast wielkich. Piosenki ze serca snute, do serca przemawiają.
Za temi idą poważne, smętne, a potężne pieśni rycerskie, historyczne, wojenne; w nich słychać brzęk mieczy i pałaszy, huk armat, jęk rannych, okrzyki rannych, okrzyki wrogów lub radość nad zwycięstwem.
O! bo też pieśń zagrzewa, pieśń zaślepia, żołnierz z pogardą życia idzie na wroga, śmiało śmierci w oczy zajrzy kiedy pieśń jest przy nim.
Już z dziejów starego testamentu dowiadujemy się jak młody Dawid uspokajał swem śpiewem i muzyką króla Saula, którego, jak podanie niesie zły duch trapił, a od śpiewu i muzyki pękły mury miasta Jarycho. Francja w historji swej zapisała, że marsylianka jej, w chwili zwątpienia sto tysięcy obrońców przysporzyła.
W dziejach Grecji, tej rodzicy piękna i swobody, czytamy jakich cudów pieśń dokonała. Oto zdarzenie:
Spartanie toczyli długą i zaciętą wojnę z Meseną. Arystomenes, dzielny wódz meseński, kilkakrotnie pobił Spartan, a w świątyni Pallas – Atenie zawiesił zdobytą tarczę z napisem: „Arystomenes zwyciężywszy Spartan tarczę tę poświęca bogini Atenie”. Zabobonnych Spartan opanowała trwoga i zwątpienie, wezwali pomocy Ateńczyków. Ateny nie miały chęci pomóc Spartanom i jak na szyderstwo posłali im poetę – śpiewaka Tyrteusza, którego Spartanie postanowili zabić. I śpiewał, śpiewał długo, sławiąc ich dawne cnoty i męstwo, klnąc Spartan, że nagięli szyję wolną do łańcucha, przeklinał matki co trwożnych synów wydały i córy co od najeźdźców zhańbić się dały, zaklinając synów, którzy zamiast za broń schwycić, dobrowolnie się w strój niewoli przywdziewają; kończy zaś takim ustępem trzaskając swą lutnię o kamień:
Ty ludu! Nim wróg w pętach cię powlecze, ojców twych broń, po progach twoich złam i w przepaść rzuć – niech nie wie świat, że miecze były pośród was, a serca brakło wam…
Po takiej pieśni jak trzask piorunów, co nieba drą w pasy, rozległ się jeden okrzyk: Do broni! Do broni!
Prowadź nas prowadź, ty staniesz za krocie,
Umrzem! Lecz wolnej ziemi wróg nie zdepce.
Umrzem! Lecz dziewic nie damy sromocić.
Chce wróg krwi naszej, niechaj ją wychłepcze
Lecz precz z niewolą! My do niej nie zdolni
Umrzem, lecz umrzemy wolni!
Prowadź! Niewiasty wołają i biegną,
Myśmy Spartanki, znamy się z żelazem,
Jeżeli mężowie wśród walki polegną,
Pobijem dzieci i zginiemy razem!
I poszli….
A wrócili z świetnem zwycięstwem nad swym wrogiem.
Tyle mogła pieśń!
A hufce polskie i litewskie przed 500 laty kładąc pokotem 40 000 wroga pod Grunwaldem z pieśnią: „Boga Rodzica Dziewica, Bogiem sławiona Marya”.
Poza temi wszystkiemi pieśniami przychodzi pieśń religijna. Czy potrzeba jeszcze objaśniać czem jest ta przędza wiary, ufności i uwielbienia? I płacz sieroty i rozpacz matki, jęk ludu nieszczęśliwego i niedola biednych zbolałych, to wszystko płynie w naszych pieśniach religijnych.
Wsłuchajmy się tylko w pieśni jak: „Boże w dobroci nigdy nie przebrany” lub „Kto się w opiekę poda Panu swemu!” albo gdy nad mogiłą staniemy – wzniosłe, a tak rzewne: „Witaj Królowo Matko litości!”
Czyż nie piękne i wzniosłe te pieśni, które koją bóle ludu znękanego, nie dają rozpaczać, każą wierzyć w lepszą przyszłość?
Narody chlubią się swoimi pieśniami jako swojem bogactwem, swoją ozdobą, swoją siłą myśli, ducha, uczuć, jednym słowem tą kulturą narodu.
Niemiecki poeta Schiller mówi: że co chce w pieśni żyć, musi najprzód zginąć.
Nasz Adam Mickiewicz zaś powiada:
Płomień rozgryzie malowane dzieje
Skarby mieczowi spustoszą złodzieje
Pieśń ujdzie cało!
Tak! Pieśń ujdzie cało, bo pieśni nikt nie da ani z litości lub z łaski. Nikt jej nie kupi, ani nie zdobędzie walecznością, nikt jej nie zabierze ani nie zniszczy, bo w pieśniach przechowują się niezliczone i nieprzebrane skarby podań narodowych, tradycji i wspomnień z przeszłości.
Niejedno zdarzenie nie zostało zapisane, kronika w swych kartach nie podała ich następnym pokoleniom, aż pieśń cicha, tęskna pieśń ludowa zadzwoniła swą nutą i oto chwile przeszłości stoją przed nami jak żywe, niosą wzniosłe przykłady, uczą jak poświęcać się mamy dla ojczyzny.
W tę pieśń ludową, prostacką wsłuchują się uczeni i geniusze wysnuwają z niej przędzę światła i nauki.
Mickiewicz przy katedrze we Francji wykładając literaturę słowiańską przeważnie wnioskuje stan tejże z piosenek ludowych. Chopin swe skoczne mazurki podsłuchał najprzód u ludu, wsłuchiwał się w nie, a potem natchnął je artyzmem, szerząc przez nie sławę nie tylko swoją, ale i narodu, u którego podsłyszał te piosnki w zaraniu, grube nie obcinane, sławę narodu polskiego. Tak! To wszystko pieśń tylko może.
O Pieśni gminna ty stoisz na straży
Narodowego Pamiątek Kościoła,
Z Archanielskiemi skrzydłami i głosem
Ty czasem miewasz i broń Archanioła.
A zatem ten śpiew, tę pieśń powinniśmy pielęgnować, uprawiać, doskonalić, artyzmem przywdziać. Najsilniej i najskuteczniej działającem środkiem podniesienia i uprawy śpiewu narodowego są niezaprzeczenie kółka śpiewackie.
Zawiązane w sposób właściwy i kierowane ręką umiejętną wywierają wpływ dobroczynny na społeczeństwo w dwojaki sposób. Po pierwsze, przez ćwiczenie śpiewu, odczyty, pogadanki i inne tym podobne czynności towarzyskie kształcą członków. Po wtóre przez urządzanie publicznych wykonań, budzą poczucie i zamiłowanie piękna, w szerszych kołach społeczeństwa. Towarzystwa i kółka śpiewacze, uprawiając śpiew kilka głosowy, przedstawiają pieśń w najpiękniejszej szacie uroczych dźwięków harmonji, zapalają więc do niej silniej serca słuchaczy i tem łatwiej budzą i potęgują zamiłowanie do śpiewu. Zaiste wdzięczne pole działania ma tu społeczeństwo całe, nie szczędząc trudu i mozołu wspieraniem już istniejących kółek lub zakładanie nowych.
Koło śpiewacze znajdować się powinno w każdem mieście i miasteczku, ba nawet w każdej wiosce, a to tem więcej, że wskutek nieszczęśliwego systemu szkolnego, śpiew nasz ojczysty skreślonym został zupełnie z planu nauk szkół naszych i dość przyjrzeć się naszej młodzieży, aby się dopatrzeć smutnych pod tym względem dla nas skutków tegoż systemu.
Młodzież nasza nie znalazłszy w szkole sposobności słyszenia śpiewu ojczystego, nie poznaje piękności jego, nie umie go też pokochać. Z obojętnem na dźwięki pieśni ojczystej sercem idzie w świat za chlebem albo w służbę przy wojsku. Tam na każdym kroku spotyka się z pieśniami niemieckimi, przesiąka nimi mimowolnie i obojętnieje do śpiewu ojczystego coraz bardziej. Wróciwszy ze świata do domu, młodzież nasza znów nie śpiewa, bo i w rodzinach naszych dziś trudno posłyszeć pieśń swoją. Pod grozą i troską o przyszłość, pod brzmieniem praw wyjątkowych, przez dziesiątkowanie w wsiach rdzennie polskich. Pod wpływem rozpaczliwych wysiłków w walce o ziemię, o byt i kawał chleba pieśń umilkła. A lud nasz, od tej troski i przygnębienia już prawie modlić się zapomniał.
U tego nieszczęśliwego ludu, który już prawie zwątpienie ogarnęło, przeobraził się charakter, dawniej wesoły, śmiały, butny, na smętny i sentymentalny, a jak pojedyńczy człowiek, kiedy go cierpienie trapi, nie śpiewa, chyba czasem, czasem westchnienie wyrwie się z duszy do swego Boga. Tak też i naród cały kiedy go troska gnębi śpiew zanika, a z duszy wypłynie czasem błagalne: Święty Boże! Święty mocny! Święty a nieśmiertelny. Zmiłuj się nad nami!
W ostatnim czasie zmieniło się to na lepsze. Śpiew u nas się rozbudził, bo kiedy przed kilku laty jeszcze tu i owdzie tylko były kółka śpiewackie i to chyba w większych miastach, to dzisiaj nieomal w każdym mieście mamy koła śpiewacze a co najważniejsze – że związane są w jeden wielki związek, podzielony na 13 okręgów, który liczy 125 towarzystw mających około osiem tysięcy członków.
Nam, którym herb z tarczy zdarto, broń z ręki wytrącono, miecz od pasa odjęto, nam których z własnej ziemi wyganiają, kawał razowego chleba z ręki wydzierają, nam narodowi znękanemu troską zbolałem pozostały dwie posłanki: „Praca i śpiew”. A zatem:
Śpiewaj ludu, polski złoty
Wypowiadaj swe tęsknoty
U orania, u zasiewu
Póki serca, póty śpiewu
Pracujmy z Bogiem, Bóg nasz obrońca
Daje nam łany, pieśniami żyzne
Żniwo dojrzewa pod okiem słońca
A pracą i śpiewem zbawim Ojczyznę!
Cześć Pieśni!
Mieczysław Barwicki
Poznań, dnia 15 lutego 1914 r.
Opracowanie: Danuta Matelska
W tekście zachowano oryginalną pisownię i gramatykę autora, w możliwie największym zakresie.
Serdeczne podziękowania składamy rodzinie Barwickich za wyrażenie zgody na udostępnienie treści rękopisu na portalu historiajarocina.pl.
