Jarocin

Portal historyczny

 

Sytuacja polityczna i nastrój ludności od ostatniego okresu uległ wybitnemu pogorszeniu, przemarsz frontowych oddziałów WP oraz jednostek Armii Czerwonej wywołuje w tutejszym społeczeństwie powszechną psychozę, zaniepokojenie i lęk, który objawia się w tym, że ludność poszczególnych powiatów wynosi z domów, względnie ukrywa swoje mienie w obawie przed zabraniem go przez maszerujące oddziały wojska.

Wiele dzisiaj mówi się o wyzwoleniu przez Armię Czerwoną ziem polskich spod okupacji niemieckiej. Temat ten powraca także w Jarocinie przy okazji kolejnych styczniowych rocznic. Kontrowersję wzbudza jednak samo słowo WYZWOLENIE, które wielu z nas wypowiada w sposób bezrefleksyjny lub faktycznie wierzy w taki obrót sprawiedliwości dziejowej. Sam, przyznam szczerze, nie używam go w kontekście, o którym będę pisał. Może dlatego, że przez wieloletnie kwerendy w archiwach byłych komunistycznych służb specjalnych zgoła odmiennie je rozumiem. W odniesieniu do wydarzeń ze stycznia 1945 r. preferuję określenie WKROCZENIE wojsk sowieckich, bo przecież jeden okupant został zastąpiony przed drugiego, tym razem rosyjskiego. Komuniści polscy i sowieccy w polskich mundurach nigdy nie zdobyliby przecież władzy, gdyby właśnie nie to sowieckie wkroczenie. Przykładów na poparcie tej tezy jest wiele, szczególnie w zachowanych raportach powstającej wówczas w Jarocinie Milicji Obywatelskiej. W jej skład wchodziło początkowo wielu członków przedwojennych stowarzyszeń, byłych żołnierzy AK i jarocińskich patriotów. Milicja, podobnie jak przedwojenna Policja Państwowa, miała stać na straży porządku publicznego, dlatego w 1945 r. do tej formacji wstąpiło wielu wartościowych ludzi. Czas pokazał, że zadania, jakie komuniści postawili przed członkami tej formacji, miały być zgoła odmienne niż pierwotnie zakładano.

Natychmiast po wkroczeniu na teren powiatu jarocińskiego wojsk Armii Czerwonej ukonstytuowało się spontanicznie kilka grup ochotniczej MO. Mimo tego mieszkańcy nadal nie czuli się w pełni bezpieczni. W terenie zaczęły grasować uzbrojone bandy rabusiów, dezerterzy z różnych formacji zbrojnych, pogubieni za szybko przemieszczającym się frontem Niemcy oraz sowieccy maruderzy. Polskie podziemie niepodległościowe czekało na rozwój wypadków. Głównym prowodyrem niebezpiecznych zajść była niekiedy także sama polska ludność, która podburzała stacjonujących w mieście żołnierzy radzieckich. Wykorzystywano niejednokrotnie Sowietów do wyrównywania osobistych porachunków między Polakami. Mszczono się również na nielicznych pozostałych w Jarocinie Niemcach. Dopuszczano się kradzieży, rabunków i gwałtów, głównie w stanie podchmielonym. Milicja Obywatelska w swoich poczynaniach wykazywała początkowo bardzo duże niezdecydowanie, co było w tym przypadku poniekąd uzasadnione.

Po krótkim pobycie w mieście, kontynuując ofensywę styczniową, Sowieci wyruszyli w dalszą drogę w kierunku Berlina. Powrócili na teren Wielkopolski i powiatu jarocińskiego dopiero w maju 1945 r., by na przełomie sierpnia/września w zwartych formacjach opuścić go ponownie, tym razem w kierunku wschodnim. Ich powrotny szlak na wschód znaczyły doszczętnie zrabowane jarocińskie majątki. Sowieci kradli w nich głównie woły i konie, które w zwartych grupach pędzili na wschód. Były to przecież ich łupy i trofea wojenne. Zdarzały się także przypadki przejazdu przez powiat zwartych kolumn wojska sowieckiego, których żołnierze zatrzymywali się u nas niekiedy tylko na jedną noc. Jedna z takich kolumn zmotoryzowanych 6 kwietnia 1945 r. przybyła do Kotlina. W ciągu dnia żołnierze sowieccy zachowywali się spokojnie, natomiast w nocy doszło do awantur z udziałem miejscowej ludności. Było to bardzo niebezpieczne zjawisko.

Bulwersująca, w sensie symbolicznym, była kradzież mebli z gmachu Starostwa Powiatowego w nocy z 2/3 sierpnia 1945 r., której dokonał sam Komendant Wojenny powiatu jarocińskiego, major Armii Radzieckiej Pietrow. Radziecki komendant, opuszczając Jarocin, zrabował drogocenny fortepian należący do Stefana Zapłaty oraz meble będące własnością byłego lekarza powiatowego dr. Szajewskiego i prof. Uniwersytetu Poznańskiego Koczarskiego. Twierdził potem, że były to meble poniemieckie i miał prawo je przywłaszczyć. Fakt ten wzbudził ogromne wzburzenie nawet u komunistycznego wicestarosty Leona Kaczmarka, który interweniował w tej sprawie u Rosjan trzykrotnie, niestety bezskutecznie. Kradzieże dokonywane przez radzieckich żołdaków nie były jedynymi problemami, z jakimi musiano się w tym okresie zmierzyć. Społeczeństwo zaniepokojone było również powtarzającymi się bezprawnymi eksmisjami dokonywanymi przez sowieckich żołnierzy. Na szczęście zajęte mieszkania służyły im tylko za krótkoterminowe kwatery, jednak widok pomieszczeń po opuszczeniu ich przez przymusowych lokatorów niejednego z właścicieli wprawił w ogromne zakłopotanie.

Inaczej sytuacja wyglądała, kiedy wojska sowieckie sukcesywnie zajmowały mieszczące się na terenie powiatu majątki ziemskie. Było ich niemało. W powiecie jarocińskim doświadczyło tego według różnych źródeł od ośmiu do dziewięciu z nich. Ograbiono je doszczętnie z najwartościowszych ruchomości. Zabrano zboże, inwentarz żywy i co cenniejsze przedmioty. Majątki będące w zarządzie Armii Czerwonej przejmował Wojewódzki Urząd Ziemski. W przypadku majątku Przybysław miało to miejsce dopiero 1 lutego 1946 r.

W tym czasie z terenu powiatu jarocińskiego wysyłano do Warszawy kolejne błagalne komunikaty. W jednym z nich depeszowano: Sytuacja polityczna i nastrój ludności od ostatniego okresu uległ wybitnemu pogorszeniu, przemarsz frontowych oddziałów WP oraz jednostek Armii Czerwonej wywołuje w tutejszym społeczeństwie powszechną psychozę, zaniepokojenie i lęk, która objawia się w tym, że ludność poszczególnych powiatów wynosi z domów, względnie ukrywa swoje mienie w obawie przed zabraniem go przez maszerujące oddziały wojska.

Obojętny początkowo stosunek mieszkańców wobec przebywających na terenie powiatu jarocińskiego frontowych jednostek Armii Czerwonej zmieniał się w zdecydowanie wrogi wraz z ich przedłużającym się pobytem. Początkowo nastawienie ludności nie było jednoznacznie negatywne, cechowała je głównie niepewność. Mieszkańcy Wielkopolski nie doświadczyli przecież pierwszej sowieckiej okupacji w latach 1939-1941. Z biegiem czasu dało się zauważyć nienawiść i pogardę wobec przebywających na polskiej ziemi Sowietów. Główną przyczyną konfliktów były akty przemocy oraz gwałty, jakich dopuszczali się oni na okolicznych mieszkańcach, szczególnie polskich kobietach. O tego typu przypadkach starosta jarociński informował Urząd Wojewódzki w Poznaniu już na początku lipca 1945 r. W sprawozdaniu za miesiąc czerwiec wskazał on aż dziesięć zgwałconych polskich kobiet i dwoje zgwałconych dzieci w wieku 10-13 lat, którzy padli ofiarą radzieckich oficerów i żołnierzy. Dla nich, akcentowane przede wszystkim w komunistycznej historiografii, a nawet i dzisiaj, braterskie wyzwolenie, miało potwornie gorzki wydźwięk.

Jedną z niewinnych sowieckich ofiar była 11-letnia Maria P. z Woli Książęcej, którą 29 czerwca 1945 r. znaleziono martwą na terenie gminy Kotlin przy trasie Wola Książęca-Twardów. Zgwałconą, zamordowano strzałem z pistoletu w głowę. W czasie popełnienia morderstwa na drodze świadkowie widzieli żołnierza rosyjskiego. Wszystko wskazuje na to, że to on mógł być sprawcą tego brutalnego mordu. W większości takich przypadków przestępców mimo (nie)szczerych chęci nie odnajdywano. Zupełnie nie interesował się nimi Urząd Bezpieczeństwa, który zajęty był walką z polskimi formacjami niepodległościowymi i nie angażował się w żadne konflikty z Sowietami. Decydujący na to wpływ miała obecność w gmachu UB tzw. sowietnika, czyli doradcy sowieckiego, który de facto kierował pracami powiatowej bezpieki.

Żołnierze sojuszniczej Armii Czerwonej dokonali w tym okresie również dwóch zabójstw obywateli polskich i dwóch kradzieży w prywatnych mieszkaniach. Sytuacja, mimo interwencji strony polskiej, daleka była od stanu normalnego. Jak wspominał w raporcie sytuacyjnym Powiatowy Komendant MO ppor. Siemion, przestępstwa te w przeważającej mierze uchodzą im bezkarnie. Komendant MO jednocześnie apelował do władz zwierzchnich o interwencję u władz wojskowych w celu zapobieżenia w przyszłości podobnym zdarzeniom.

W związku z próbami podejmowanymi przez władze w celu ograniczenia kontaktów między polską ludnością cywilną a żołnierzami radzieckimi, ówczesny starosta Mieczysław Piosik wydał 23 czerwca 1945 r. zarządzenie, w którym podał do wiadomości ludności powiatu, że nabywanie jakichkolwiek przedmiotów i towarów od żołnierzy Armii Czerwonej jest wzbronione. W wypadkach niezastosowania się, winni będą karani […] za paserstwo. U władz zwierzchnich zaczął w końcu interweniować również Urząd Bezpieczeństwa w Jarocinie. Sekcja V UB w lipcu 1945 r. donosiła do Kierownika WUBP w Poznaniu, że wśród ludności rolniczej panuje ogromne rozgoryczenie z powodu kradzieży inwentarza żywego przez wojsko sowieckie. H. Nowakowski, referent Sekcji V, raportował: Również muszę zaznaczyć bardzo wielkie niezadowolenie pomiędzy pracownikami w majątkach, z tych względów, że z powodu zabierania bydła z majątków przez władze rosyjskie, a nawet opróżniania całkowitych obór, poszkodowani są takowi odbioru mleka wyznaczonego w deputacie, a będąc jedynym środkiem dożywiania małych i średnich dzieci robotników rolnych. Przytoczyć mogę fakt, że na majątku Ciświca pozostały w oborze majątku tylko 2 krowy.

Niestety działania podejmowane przez nowe polskie władze nie przynosiły zadowalających rezultatów. Przykładów gwałtów ze strony żołnierzy sowieckich jest wiele. Dnia 19 czerwca 1945 r. w godzinach przedpołudniowych w okolicach Cielczy przez trzech Sowietów został zastrzelony Polak. Winnych nie wykryto. Sprawę prowadził młodszy lejtnant Armii Czerwonej Halzow, instruktor powiatu jarocińskiego. Żołnierze radzieccy często rozbijali gorzelnie i kradli spirytus, o czym raportował Kierownik Sekcji Walki z Bandytyzmem UB w Jarocinie Zygmunt Kozłowski. Jedno z takich zajść miało miejsce w Gołuchowie, gdzie żołnierz sowiecki z Komendantury w Gołuchowie rozbił drzwi do magazynu gorzelni i zrabował 80 litrów spirytusu, po czym oddalił się w niewiadomym kierunku. Gołuchów leżał wówczas w granicach powiatu jarocińskiego i także za ten teren odpowiadała jarocińska bezpieka.

W nocy z 3/4 sierpnia 1945 r. miał miejsce napad, tym razem na mieszkanie w dzielnicy Ługi w Jarocinie. Winni okazali się ponownie żołnierze radzieccy, którzy postrzelili właściciela i go okradli. Sprawców nie złapano. Cztery dni później, 8 sierpnia 1945 r. o godzinie 2000 na szosie Kuczków-Chrzan w gminie Pleszew żołnierze sowieccy zamordowali obywatela polskiego. Zabrali mu dwa rowery i zbiegli w niewiadomym kierunku. Sprawców nie wykryto.

Sowieci ponosili również straty. Padali ofiarą polskiego podziemia, jak również swoich pijanych kompanów. Niewyjaśniona jest sprawa zamordowania marynarza radzieckiego w nocy z 5/6 lipca 1945 r. w pociągu na trasie kolejowej Poznań-Warszawa. Po odnalezieniu jego zwłok w pociągu cały skład na stacji kolejowej w Mieszkowie zatrzymał major Armii Czerwonej. Po dwóch godzinach na rozkaz komendanta stacji PKP w Jarocinie pociąg wyruszył w dalszą drogę. Przy denacie znaleziono raportówkę, listy polskie oraz radzieckie.

Dnia 26 czerwca 1945 r. w pociągu relacji Jarocin-Ostrów Wielkopolski doszło do innego kolejowego incydentu. Czterech żołnierzy radzieckich napadło na dwóch mężczyzn i jadące w ich towarzystwie dwie kobiety narodowości polskiej. Po obrabowaniu i rozebraniu mężczyzn, zostali oni wyrzuceni z pędzącego pociągu przed stacją kolejową Panienka. Pozbawione opieki kobiety zostały zgwałcone. Sprawcy bezkarnie odjechali w kierunku Ostrowa Wielkopolskiego.

Do awantur z pijanymi żołnierzami radzieckimi dochodziło jak widać na kolei częściej. Jedno z następnych zajść miało miejsce 30 sierpnia 1945 r. o godzinie 2300 na trasie Katowice-Gdynia. Wyjeżdżający ze stacji Jarocin pociąg pasażerski został zatrzymany przez jadących w nim zaniepokojonych pasażerów. Powodem nagłego hamowania była kradzież i awantura pijanych żołnierzy radzieckich. Po wysadzeniu na peron Sowietów przez patrol Straży Ochrony Kolei, pociąg ruszył w dalszą drogę, a żołnierze nadal się awanturowali. W wyniku zamieszania ranny został jeden strażnik SOK. Pracownicy kolejowi interweniowali w UB w Jarocinie z prośbą o zatrzymanie pijanych awanturników. Otrzymano odpowiedź, że areszt jest pełny, i nie ma możliwości osadzenia ich tam. W końcu sprawę rozwiązano bez pomocy tchórzliwej bezpieki. Zatrzymano wszystkich awanturujących się i po wytrzeźwieniu, pod eskortą wojska, wysłano w dalszą drogę.

Przemoc ze strony żołnierzy radzieckich nie omijała również samych funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Dnia 1 września 1945 r. około godziny 2300, kiedy funkcjonariusz UB, kierownik Sekcji IV Władysław Gromadziński wracał rowerem ze służby do domu, został ciężko raniony przez Sowietów. W wyniku odniesionych ran wkrótce zmarł. Udało się ustalić sprawców, którymi okazali się żołnierze radzieccy: Msiejenko, Gawryczenko i Awramienko. Zostali oni ujęci przez UB dwa dni później. Wytoczono im śledztwo, które prowadziły Sekcja VIII jarocińskiej bezpieki oraz prokuratura radziecka. Sprawa miała swoją dalszą historię. Cztery dni po tym wydarzeniu, prawdopodobnie w akcie zemsty, została ciężko raniona Maria Gromadzińska, matka Władysława. Ponownie sprawcą okazał się żołnierz radziecki, który został natychmiast zatrzymany i odtransportowany do prokuratora radzieckiego w Poznaniu.

W historiografii PRL kłamliwie utrzymywano, że Gromadziński zginął w wyniku ataku nieznanej bandy. Często powtarzano też tezę, że zabili go żołnierze podziemia niepodległościowego. Z Gromadzińskiego zrobiono bohatera, który zginął na posterunku, utrwalając władzę ludową. Ani słowa o Sowietach. Taki obraz wydarzeń przetrwał w lokalnej świadomości przez kolejne 65 lat.

Do tragicznego w skutkach spotkania Polaków z sowieckimi żołnierzami doszło także 12 lipca 1946 r. w godzinach wieczornych na szosie we wspomnianym już Gołuchowie. Wincenty Tomaszewski i towarzysząca mu Bronisława K., wracając na rowerach z Pleszewa do Jedlca, zostali zatrzymani przez kolumnę samochodów radzieckich. Spotkanie to zakończyło się bardzo tragicznie dla nich obojga. Tomaszewski za to, że stanął w obronie młodej polskiej kobiety, został na miejscu zastrzelony. Bronisławę w sposób okrutny zhańbili żołnierze i oficerowie sowieccy. Sprawcy, według sprawozdania wicestarosty Leona Kaczmarka, wyraźnie wzburzonego tym faktem, zostali na miejscu przez Wojsko Polskie ujęci i na skutek zarządzenia Informacji Wojskowej [okrutnej bezpieki wojskowej: przyp. autora] po wylegitymowaniu zwolnieni.

Problem napadów rabunkowych i gwałtów ze strony żołnierzy radzieckich, traktujących ziemie powiatu jarocińskiego jak ziemie podbite, z końcem 1945 r. systematycznie zanikał. W listopadzie na terenie powiatu jarocińskiego grasowały już jedynie pojedyncze grupki sołdatów, liczące od pięciu do dziesięciu osób, które trudniły się głównie kłusownictwem w miejscowych lasach. W tym samym miesiącu, pod pretekstem zwalczania błąkających się maruderów z Armii Sowieckiej, do Jarocina i Pleszewa przybyły robocze grupy NKWD, które wzbudziły jeszcze większy niepokój wśród miejscowej ludności niż rabujący ich wcześniej radzieccy żołnierze… Strasznie ciężkie i niebezpieczne to były czasy. Wielkie to szczęście, że oficjalnie Sowietów nie ma już w Polsce.

Autor: Tomasz Cieślak

Bibliografia:
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej.
Archiwum Państwowe w Poznaniu.
Muzeum Regionalne w Jarocinie.
Łuczak A., Reforma rolna i przemiany na wsi w latach 1945-1948, „Zapiski Jarocińskie” 2010, nr 1-2.

Twórca projektu Twórca
Partnerzy
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin

Kategorie tematyczne