Jarocin

Portal historyczny

 

Mjr Z. Ostroróg – Gorzeński w otoczeniu żołnierzy Wojsk Wielkopolskich w koszarach w Jarocinie, 11 listopada 1919 r.

[…] Rano zajęliśmy pozycje za górką od strony północnej. Przed nami było silnie bronione przez Niemców wzgórze nr 91 i Zakład Wychowawczy. Niemcy prali do nas z artylerii szrapnelami i z broni maszynowej. Do Szubina wpadliśmy od północo-zachodu i parliśmy w walkach ulicznych w kierunku centrum miasta. Kompania nasza zdobyła 2 haubice, karabiny maszynowe i ręczne. Walka zakończyła się całkowitym naszym zwycięstwem już w nocy. W walkach ulicznych był taki chaos, iż dowódcy zatracili panowanie nad oddziałami. Polacy krzyczeli wszędzie: „Hurra – niech żyje”. W walce wręcz przebiłem jednego Niemca bagnetem.

Potem kompania nasza zajęła Rynarzewo. Dwa tygodnie trzymaliśmy ten odcinek frontu. Niemcy ostrzeliwali nas codziennie artylerią, ponadto wieczorem ostrzeliwał nas z artylerii i broni maszynowej niemiecki pociąg pancerny, który podjeżdżał od strony Bydgoszczy aż do Noteci. Po 2 tygodniach zostaliśmy zluzowani i powróciliśmy do Jarocina, aby się sformować i przeszkolić. W 3. kompanii żołnierz był niejednolity, byli żołnierze z różnych rodzajów broni, ochotnicy, młodzież i cywile. Krystofiak wrócił z nami. W czasie walk pod Szubinem Krystofiak chodził od żołnierza do żołnierza i zagrzewał do walki i do wytrwania na posterunku, za co był przez żołnierzy lubiany i ceniony jako dowódca.

Z początkiem lutego 1919 r. zarządzono w koszarach alarm. Trzy kompanie jarocińskie (druga, trzecia i czwarta) zostały załadowane i przez Krotoszyn pojechaliśmy do Miejskiej Górki. Tam zładowali nas, dalej szliśmy marszem ubezpieczonym w kierunku frontu. Nasza, to jest 3. kompania w sile około 144 ludzi wymaszerowała 4 lutego 1919 r. pod dowództwem Krystofiaka przez Żołędnicę w kierunku na Sarnowę. Niespodziewanym atakiem w nocy z dnia 4 na 5 lutego 1919 r. zajęliśmy Sarnowę. Kompania nasza zaszła do Sarnowy od tyłu, to jest od strony Sarnówki, czym Niemców całkowicie zaskoczyła. Niemcy uciekli w popłochu. Nasza artyleria tylko raz  wystrzeliła. Ranny był sekcyjny Tomasz (Florczak?) z Osieka, którego odnosiłem na punkt sanitarny, potem jednak zmarł z odnie­sionych ran. Pamiętam, że leżał on ranny na ulicy, na śniegu, ranny był w słabiznę od granatu ręcznego. Poznał mnie po głosie i zawołał: „Morcin odnieś mnie”.

Po zajęciu Sarnowy nasza 3. kompania uderzyła na Rawicz. Ja byłem na prawym skrzydle podczas ataku. Na prawym skrzydle kompania nasza utraciła łączność z innymi jednostkami powstańczymi, o czym natychmiast zameldowałem naszemu dowództwu. Lewe skrzydło już wchodziło na przedmieścia Rawicza (Cepter).

W tej chwili dostaliśmy bardzo silny i skuteczny ogień od Niemców z prawej strony. Niemcy przypuścili kontratak, tak że nasze lewe skrzydło również załamało się, tym bardziej, że Niemcy mieli znaczną przewagę ognia. Przyszedł rozkaz wycofać się do Sarnowy, co się też stało. W Sarnowie byliśmy jeden dzień. Na drugi dzień nasz dowódca przerzucił naszą kompanię do Sarnówki i zrobił zbiórkę kompanii. Po przeliczeniu okazało sie, że pozostało nas 60, to jest mniej niż połowa. Krystofiak przygotowywał nas do walki. Wtedy umówiłem się z kolegami Musielakiem Janem, Janasiakiem Ludwikiem, Płończakiem i Pawułą Antonim, że gdyby któryś z nas zginął, to koledzy zawiado­mią rodzinę. Zapisaliśmy swoje adresy i postanowiliśmy walczyć. Nastrój wśród żołnierzy i dowództwa był poważny, czuliśmy, że Niemcy szykują się do natarcia. W nocy byliśmy w ostrym pogotowiu, ja pełniłem wartę. Dowódca Krystofiak obchodził kwatery i napominał, aby nikt się nie rozbierał i aby wszyscy byli gotowi do walki.

Nad ranem 6 lutego 1919 r. dowódca znowu przyszedł do kwatery, kazał przesuszyć żołnierzom onuce, a potem dał rozkaz wychodzić do rowów, za kopce itp. miejsca, które dawały krycie. Wszyscy zajęliśmy stanowiska bojowe. Atak niemiecki rozpoczął się ogniem artyleryjskim oraz bardzo silnym ogniem z broni maszynowej. Pociski artyleryjskie przenosiły i padały za naszymi stanowiskami. W tej chwili nadleciał niemiecki samolot wywiadowczy, który skorygował ogień artylerii niemieckiej. Po odlocie samolotu Niemcy skierowali ogień wprost na nasze stanowiska. Ogień był celny i siał zniszczenie i klęskę wśród naszych. Byli zabici i ranni. Widziałem jak ciężko ranny Bargiel Szczepan z Jarocina został zniesiony przez sanitariuszy i załadowany na bryczkę. W czasie bitwy spostrzegliśmy na dalszym planie na naszym lewym skrzydle jakieś figury, które zrywały się i podbiegały w naszą stronę, i znowu przypadały do ziemi. Dowódca naszej kompanii Krystofiak powiedział do Błaszczyka: „Trzymaj pozycje, a ja pójdę stwierdzić, co się dzieje na lewym skrzydle”. Ponieważ artyleria niemiecka położyła na naszą kompanię morderczy i niszczący ogień, tak że straty nasze rosły, Błaszczyk dał rozkaz wycofywania się wzdłuż ulicy. Na ulicy stała bryczka z rannym Bargielem i koń bez opieki, bo sanitariusze znosili świeżych rannych. Koń wystraszony ściągnął bryczkę do rowu, Bargiel spadł do rowu i pozostał. Żołnierze jedni wskoczyli na bryczkę, inni uchwycili się bryczki i cofali się, a Niemcy siedzieli nam już na karku. Cofaliśmy się wzdłuż szosy w kierunku na Miejską Górkę. Na szosie zjawił się nasz dowódca Krystofiak, który zawiadomił nas, że Sarnowa jest już zajęta przez Niemców, i jest już ostatnia chwila do wycofania się. Na bryczce był Krystofiak, Błaszczyk i inni. Ja trzymałem się za resor i biegłem za bryczką. Mnie trzymał się Dolata, ranny w rękę. Dolata trzymał jeszcze karabin gotowy do strzału z urwaną kolbą. Krystofiak nie zdawał sobie jeszcze sprawy z rozwoju bitwy, utrzymywał, że nie jest tak źle, „bo nasi się cofają”. Za miastem spostrzegliśmy nagle Niemców, którzy już nas okrążali. Pierwszych dwóch Niemców z tyraliery dochodziło już do szosy i odcinało nam  odwrót. Był to moment. Jeden z Niemców krzyknął w naszym kierunku: „Halt – seid ihr Deutsche?”. Ktoś z bryczki odpowiedział: „Ja, Deutsche”. Niemiec spostrzegł jednak, mimo że byliśmy w niemieckich mundurach, że mamy opaski polskie, i strzelił z karabinu. Jednak uprzedził go Dolata, strzelił do Niemca i trafił go w pierś. Niemiec strzelił, ale strzał poszedł nad nami. Po czym wszyscy zeskoczyli z bryczki do rowu. Uciekaliśmy rowem, brnąc pod kolana w śniegu. Drugi Niemiec uciekł. Gdy reszta tyraliery niemieckiej doszła do drogi, Niemcy strzelali za nami. W pewnym miejscu był mostek, i aby go ominąć, musiałem go obejść polem. W tej chwili otrzymałem strzał w pośladek. Obróciłem się i ostrzelałem jeszcze goniących za nami Niemców, odpiąłem pas, rzuciłem karabin, zatrzymałem tylko 2 granaty na ostateczność. Dogoniłem Stachowiaka i zawołałem: „Bom ranny, już nie mogę lecieć”. Stachowiak złapał mnie pod rękę i wlókł ze sobą, a następnie, gdy oderwaliśmy się od pościgu niemieckiego, zaprowadził mnie na punkt opatrunkowy. Strzelanina w tym czasie już osłabła. Z rannych był m.in. Dolata, Płończak, Janasiak Ludwik z Zalesia, Gawroński, Wawrzyniak z Jarocina i wielu innych. Pamiętam, że Wawrzyniak był ranny w obie ręce, gdy obrócił się do Niemców w tej chwili dostał jeszcze 2 strzały w piersi. Jednak miał on bardzo silny organizm, bo po przebyciu w szpitalu 4 do 6 tygodni wyszedł i znowu powrócił do kompanii. Wszyscy koledzy, z którymi umówiłem się przed walką, spotkaliśmy się w szpitalu, za wyjątkiem Musielaka, który zaginął w czasie walki bez śladu. Przypuszczam że Niemcy, jak dostał się w ręce Grenzschutzu, go zmasakrowali i zamordowali. Rana leczyła mi się bardzo źle, tak że dopiero po 13 tygodniach powróciłem do kompanii. Zostałem zdemobilizowany późną jesienią 1921 r. Gdy wróciłem z wojny, byłem bezrobotnym.

Przed wojną otrzymałem Medal Niepodległości.

Antoni Pawuła żyje i mieszka w Poznaniu, Podolany 46. Jest ślusarzem-monterem. Żyją też Stachowiak Wojciech z Roszkowa i Błaszczyk z Brzóstkowa, obecnie mieszka w Głogowie.

Autor wspomnień: Marcin Wojtkowiak, 1957 r.

Źródło: Zbiory Muzeum Regionalnego w Jarocinie, sygn. RM-346.

Opracowanie: Ilona Kaczmarek

 

Twórca projektu Twórca
Partnerzy
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin

Kategorie tematyczne