Jarocin

Portal historyczny

 

Franciszek Jedwabski urodził się 29 stycznia 1895 r. w miejscowości Wilkowyja położonej w powiecie jarocińskim, jako dziecko Franciszka, organisty kościelnego i Seweryny z domu Ostojskiej. Po ukończeniu szkoły średniej w Gnieźnie, w 1914 r. został powołany do służby wojskowej w armii niemieckiej. Służył w niej przez cały okres I wojny światowej. Wziął udział, w stopniu sierżanta, w powstaniu wielkopolskim. Najprawdopodobniej był już wtedy klerykiem Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu. Po jego ukończeniu, w dniu 17 grudnia 1922 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk prymasa Edmunda Dalbora. Do 1927 r. pełnił posługę duszpasterską jako wikary kilku wielkopolskich parafii, a następnie został powołany na stanowisko notariusza Metropolitalnego Sądu Duchownego w Poznaniu i prokuratora Arcybiskupiego Seminarium Duchownego. W 1938 r. powierzono mu stanowiska: kanclerza Kurii oraz kanonika gremialnego kapituły metropolitalnej.

Po wkroczeniu Niemców do Poznania we wrześniu 1939 r. pełnił obowiązki proboszcza parafii archikatedralnej w Poznaniu i został mianowany przez prymasa Augusta Hlonda trzecim wikariuszem generalnym archidiecezji.

Dnia 6 października 1941 r. został aresztowany i przewieziony do więzienia w Forcie VII, skąd po kilku dniach wyruszył w drogę do Dachau. Po przyjeździe do obozu otrzymał numer 28 430 i został zakwaterowany najprawdopodobniej w baraku nr 28. Ks. Jedwabski dzielił wraz z pozostałymi kapłanami, a było ich tylko z samej Polski ok. 2000, wszelkie niedole obozowego życia. Ciężką, fizyczną pracę, brak ciepłej odzieży, różnorakie szykany ze strony strażników, ciągłe zagrożenie życia. Latem 1941 r. zabroniono polskim kapłanom odprawiać mszy świętych. Jednak oni, w tym zapewne i ks. Franciszek Jedwabski, czynili to z narażeniem życia w niedzielne poranki, jeszcze w ciemnościach. Za kielich służyła w takich przypadkach zazwyczaj szklanka. Oprócz potajemnych mszy były i potajemne spowiedzi oraz Komunia święta udzielana w miejscu pracy, w warsztatach, magazynach, w obozowym szpitalu. Polscy księża zakładali ponadto tajne Kółka Różańcowe, Eucharystyczne, Maryjne. W ich ramach oprócz wspólnych modlitw był również czas na pogadanki i konferencje. Jeden ze współwięźniów, późniejszy biskup włocławski Franciszek Korszyński, tak wspominał po latach więźnia nr 28 430: Zawsze spokojny, opanowany, pogodny. Całą swoją postawą podnosił i podtrzymywał na duchu. Był jednym z najgorliwszych promotorów nowenny do św. Józefa i innych przyrzeczeń, złożonych temu Świętemu. Był przewodniczącym Komitetu Przyrzeczeń, następnie został wybrany na przewodniczącego komitetu, który miał się zająć wykonaniem tych przyrzeczeń w kraju. Był też zastępcą prezesa Przedstawicielstwa Polskiego Rzymskokatolickiego Duchowieństwa w Dachau (F. Korszyński, Jasne promienie w Dachau, Poznań-Warszawa 1985, s. 197).

Komitet, o którym mowa w powyższym fragmencie, został powołany do życia na kilka tygodni przed wyzwoleniem obozu, kiedy to wraz ze zbliżaniem się wyzwolicieli rosła wśród więźniów obawa, czy Niemcy nie będą chcieli zlikwidować świadków ich rozlicznych zbrodni. Po dyskusjach i naradach polscy kapłani i świeccy zadecydowali, że obecni w obozie Polacy dokonają aktu oddania się pod opiekę św. Józefowi oraz przyrzekną, że w rok po szczęśliwym powrocie do kraju wezmą udział w uroczystej pielgrzymce do cudownego obrazu św. Józefa w Kaliszu, będą szerzyć kult tego świętego, a także stworzą wspólnymi siłami Dzieło Miłosierdzia, polegające na opiece nad sierotami po rodzicach zmarłych w więzieniach i obozach hitlerowskich. Podkreślano przy tym zupełną dobrowolność podjęcia tych postanowień. Uchwalono, że dokonanie tego zbiorowego aktu nastąpi dnia 22 kwietnia, tj. w uroczystość Opieki Św. Józefa. Umówiono się też, że gdyby zaszły jakieś przeszkody udaremniające dopełnienie aktu zbiorowego, każdy dokona go osobno według ustalonego wcześniej tekstu, który miał być rozdany wszystkim chętnym. Zanim doszło do tego niecodziennego wydarzenia, chcąc jak najlepiej przygotować do niego zarówno księży, jak i świeckich, wygłoszono szereg konferencji i pogadanek oraz odprawiono nowennę do św. Józefa, w trakcie której modlono się o „cud wyzwolenia”. Dnia 22 kwietnia o godzinie 830 ks. kanonik Franciszek Jedwabski odprawił sumę, w trakcie której odmówiono tekst oddania się w opiekę św. Józefowi. Modlitwy zostały wysłuchane, i już 29 kwietnia obóz wyzwoliły wojska amerykańskie. Charakterystyczne, że gdy zebrani na placu apelowym więźniowie zaczęli skandować „dziękujemy, dziękujemy”, amerykański oficer odpowiedział: „Nie dziękujcie nam, ale Bogu” (F. Korszyński, op. cit., s. 122). Po latach uwolnieni więźniowie uświadomili sobie jak wiele racji było w słowach owego oficera, gdy powszechnie znany stał się rozkaz Himmlera przesłany do Dachau jeszcze 14 kwietnia, w którym Reichsfürer instruował, że: O oddaniu obozu nie może być mowy. Obóz należy natychmiast ewakuować. Żaden więzień nie może dostać się żywy w ręce nieprzyjaciela. Warto również wspomnieć, że jeszcze 29 kwietnia jednostki dywizji SS „Viking” próbowały, bez powodzenia, odbić obóz z rąk Amerykanów. Należy też w tym miejscu podkreślić, że po wojnie wielokrotnie bp Franciszek Jedwabski uczestniczył w spotkaniach dachauczyków i angażował się w działania mające na celu wypełnienie złożonych w obozie zobowiązań, a po śmierci ks. bp. Korszyńskiego przejął de facto kierownictwo nad grupą księży, byłych więźniów hitlerowskich obozów koncentracyjnych, reprezentując m.in. ich interesy przed niemieckimi sądami.

Po wyzwoleniu obozu ks. kanonik Jedwabski pełnił początkowo funkcję zastępcy ks. Franciszka Korszyńskiego w organizacji powołanej przez byłych więźniów, a noszącej nazwę Przedstawicielstwo Duchowieństwa Polskiego w Dachau. Następnie, po przenosinach 3 czerwca, wraz z pięcioma tysiącami rodaków (w tym 450 kapłanami) do udostępnionych przez Amerykanów starych koszar we Freimann na przedmieściach Monachium, powołał do życia Centralę Duszpasterstwa Polskiego, na czele której stanął jako dziekan. Centrala Duszpasterstwa Polskiego reprezentowała polskich księży wobec władz alianckich, niemieckiej hierarchii duchownej, oraz regulowała obsadę placówek duszpasterskich w Niemczech i Austrii. Wraz z ks. Teodorem Korczem i ks. Bolesławem Kunką zorganizował życie Polakom zarówno pod względem religijnym, jak i pod względem narodowym.

Dnia 5 czerwca 1945 r. papież Pius XII powołał notą Sekretariatu Stanu ordynariat dla ludności polskiej w Niemczech, na jego czele stawiając bp. Józefa Gawlinę. Ten legendarny kapłan, rezydujący wtedy w Rzymie, pełniąc szereg różnych obowiązków zdawał sobie sprawę, że samodzielnie nie jest w stanie na bieżąco rozwiązywać problemów stojących przed Polakami znajdującymi się na terenie Niemiec i Austrii. Dlatego też przelał on swoje uprawnienia jurysdykcyjne na wikariusza generalnego, którym uczynił ks. Franciszka Jedwabskiego. Oznaczało to dla tego ostatniego konieczność przenosin latem 1945 r. z Freimann do Frankfurtu nad Menem, gdzie ostatecznie Kuria Biskupia, powołana do życia 30 lipca, znalazła swoją siedzibę. Wikariusz generalny otrzymał od Stolicy Apostolskiej szeroki zakres uprawnień, np.: prawo udzielania Polakom sakramentu bierzmowania, przyjmowania na łono Kościoła członków innych wyznań a także apostatów, możliwość konsekrowania kielichów, erygowania drogi krzyżowej i nakładania na nią zwykłych odpustów itd. Poza zajęciami w Kurii ks. Jedwabski odwiedzał liczne parafie, brał udział w dekanalnych i regionalnych konferencjach duszpasterskich, odbywał szereg spotkań z przedstawicielami władz kościelnych i państwowych oraz różnych organizacji społeczno-charytatywnych.

Ks. Franciszek Jedwabski pełnił urząd wikariusza generalnego diecezji personalnej dla Polaków w Niemczech do 13 listopada 1945 r., kiedy to wyjechał do Rzymu, aby objąć tam stanowisko rektora polskiego seminarium duchownego.

Do Poznania powrócił dopiero 5 lipca 1946 r., natychmiast włączając się w działania mające na celu odbudowanie życia religijnego w archidiecezji poznańskiej. Zaledwie pięć miesięcy później, 12 grudnia 1946 r. został mianowany jej biskupem sufraganem. Ingres do prokatedry (katedra poznańska była poważnie uszkodzona), tj. kościoła farnego, odbył się 2 marca 1947 r.

W tym czasie bp Franciszek Jedwabski był już objęty dyskretną obserwacją ze strony UB, a szczególnie ze strony funkcjonariuszy Sekcji V Wydziału V Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu. Pracownicy tejże sekcji już w grudniu 1945 r. wszczęli, zgodnie z zaleceniami otrzymanymi z Warszawy, „opracowanie Kurii Biskupiej”. Było ono w kolejnych latach kontynuowane pod kryptonimem „Roma”. Siłą rzeczy, wraz z pojawieniem się w stolicy Wielkopolski Franciszka Jedwabskiego, objęło ono również jego osobę. Niestety, teczka obiektowa zawierająca owoc wysiłków pracowników WUBP w Poznaniu „na odcinku Kurii” nie zachowała się. Spora część materiałów w niej gromadzonych znalazła się co prawda w teczce ewidencyjno-operacyjnej założonej w 1955 r. na abp. Walentego Dymka, ale złożone do niej dokumenty dotyczyły głównie działalności samego Arcybiskupa. Z kolei, jak wynika z księgi protokołów brakowania akt znajdującej się obecnie w zasobach poznańskiego IPN, teczka ewidencji operacyjnej nr 10 310 na Franciszka Jedwabskiego, zawierająca materiały pochodzące z działań skierowanych bezpośrednio przeciwko Biskupowi w latach 40. i 50., została wybrakowana wraz z tzw. pakietem ewidencyjno-operacyjnym 12 marca 1965 r.

Nie oznacza to jednak, że nie zachowały się żadne materiały dotyczące działań skierowanych przeciwko Biskupowi. Na przykład w teczce sporządzonej przez Wydział IV KW MO w Poznaniu, zatytułowanej „Zestawienia dotyczące działalności bpa Franciszka Jedwabskiego za okres 1964-1969 wyłączone z teczki ewidencji operacyjnej nr 10 310 na bpa Fr. Jedwabskiego”, znajduje się m.in. „Arkusz kronikarski bieżących materiałów operacyjnych”, a w nim różnorakie wyciągi pochodzące zazwyczaj z doniesień agentury.

Wyłania się z nich obraz wszechstronnej inwigilacji bp. Jedwabskiego, nie ograniczający się tylko do sfery działań publicznych, ale głęboko wnikający w jego życie prywatne. Należy pamiętać, że choć momentami styl tych donosów przypomina bardziej język dzisiejszej prasy brukowej niż poważnej analizy, wprawni w swym fachu oficerowie UB potrafili niejednokrotnie z takiej mieszaniny plotek, przypuszczeń, bardziej czy mniej sprawdzonych faktów, utkać sieć mającą na celu opleść, a następnie pozyskać do współpracy lub zniszczyć wybraną ofiarę.

O wrogich działaniach skierowanych przeciwko bp. Jedwabskiemu możemy się również sporo dowiedzieć z materiałów sprawozdawczych Wydziału V (po reorganizacji XI) WUBP w Poznaniu. W sprawozdaniach sporządzanych przez Naczelników Wydziału i kierowników referatu V znajdują się miesięczne bądź dwutygodniowe podsumowania działań o charakterze operacyjnym (takich jak inwigilacja, perlustracja, podsłuchy), prowadzonych przez funkcjonariuszy i agenturę. Postać bp. Jedwabskiego pojawia się w nich m.in. przy okazji opisów jego wizyt duszpasterskich w parafiach. Analizie były przy tym poddawane zarówno słowa i czyny samego Biskupa, jak również reakcja wiernych na obecność hierarchy. Intensyfikacja działań ze strony UB nastąpiła w drugiej połowie 1953 r., kiedy to został sporządzony plan operacyjnych przedsięwzięć Wydziału XI WU ds. BP w Poznaniu. Jego autorem był ówczesny naczelnik tegoż wydziału, kapitan Stanisław Proszowski.

Znalazło się w nim m.in. takie zdanie: W celu aktywnego rozpracowania biskupów Dymka i Jedwabskiego, przystąpić do rozpracowywania przy pomocy całej sieci mającej dotarcie do kurialistów. Opracować pod kątem werbunku kandydatów kurialistów a w szczególności członków kapituły. Dalej następowały szczegółowe polecenia dotyczące przeprowadzenia rozmów przedwerbunkowych z konkretnymi księżmi oraz polecenie opracowania pod kątem ewentualnego werbunku wszystkich świeckich pracujących w Kurii.

Z kolejnych raportów wynikało, że bp Jedwabski, należąc do grona najbliższych współpracowników abp. Dymka, jest wobec niego absolutnie lojalny i wykonuje wszelkie polecenia wydane przez Arcybiskupa.

W 1955 r., niezależnie od sprawy obiektowej na Kurię poznańską, założono rozpracowanie agenturalne na osobę dot. sufragana diecezji poznańskiej biskupa Jedwabskiego. Powyższe rozpracowanie zostało założone na podstawie starych materiałów mówiących o jego wrogiej przeszłości związanej z pobytem figuranta za granicą i powiązań z bpem Gawliną. Jak napisał jeden z funkcjonariuszy, w tej sprawie dotychczas nie posiadamy agentury mającej bezpośrednie dotarcie do figuranta. W związku z tym wytypowano kandydata do werbunku spośród członków rodziny z nim zamieszkałej. Werbunek ten wykorzystany zostanie do opracowania mieszkania, celem zastosowania tam techniki operacyjnej. Planowano również dokonanie werbunku jednego z księży z najbliższego otoczenia Biskupa. Z zachowanych materiałów archiwalnych nie wynika, aby ten plan zakończył się powodzeniem.

Zniszczenie teczki na bp. Jedwabskiego w 1965 r. nie oznaczało rzecz jasna zakończenia jego inwigilacji. Wręcz przeciwnie, można odnieść wrażenie, że wraz z powstaniem w 1962 r. Departamentu IV MSW inwigilacja Biskupa stała się jeszcze dokładniejsza, jeszcze bardziej metodyczna. Nagrywano, za pomocą ukrytego sprzętu, wszelkie publiczne wystąpienia bp. Jedwabskiego, również te wygłaszane poza Wielkopolską. Następnie skrupulatnie analizowano je pod kątem ich treści. W jednej z teczek zachował się gruby plik miesięcznych zestawień z lat 1966-1969 zawierający bardzo szczegółowe zestawienie form aktywności bp. Jedwabskiego – wizytacji kanonicznych, wygłoszonych kazań, wydanych listów pasterskich itd.

Co ciekawe, na kilkadziesiąt kazań wygłoszonych w tym okresie, tj. w latach 1966-1969, nie znalazło się ani jedno, które zostałoby określone przez sporządzających raport jako wrogie bądź pozytywne wobec PRL. Wszystkie sklasyfikowane jako religijne. Faktycznie, czytając stenogramy kazań bp. Jedwabskiego, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że był on reprezentantem „szkoły arcybiskupa Dymka”, to jest niemieszania się do bieżącej polityki i niewyrażania publicznie własnych poglądów na bieżącą sytuację polityczną, aby nie dawać pretekstu komunistom do ewentualnych represji wobec Kościoła, przy położeniu silnego nacisku na pracę duszpasterską. Rzecz jasna taka postawa nie oznaczała braku własnego zdania na temat sytuacji w kraju. Z raportów tajnych współpracowników jednoznacznie wynika, że bp Jedwabski był niechętnie, żeby nie powiedzieć wrogo nastawiony do systemu panującego w ówczesnej Polsce, czemu dawał wielokrotnie wyraz w rozmowach prywatnych.

Ponadto jeden z urzędników Urzędu ds. Wyznań zwrócił uwagę, że choć w okresie powojennym nie zanotowano z jego strony żadnych wystąpień publicznych o charakterze politycznym, to jednak podpisy jego figurują na wielu dokumentach o akcentach nacechowanych napastliwością. Jedwabski zaczyna działać [w 1963 r. – przyp. K.B.] z pozycji, która z punktu widzenia naszych interesów nie może przynieść korzystnych czy pożądanych rezultatów. Działalność bpa Jedwabskiego powoduje to, że należy go oceniać wyłącznie na podstawie jego postępowania nie biorąc pod uwagę składanych przez niego deklaracji i zobowiązań. […] Mimo pewnej nieudolności i ociężałości w działaniu inspiruje on wiele akcji, które z punktu widzenia naszej polityki nie są zupełnie obojętne. Dalej urzędnik jako przykład podał działania Biskupa pomijające wszelkie formalne drogi na rzecz uzyskania od rządu RFN odszkodowań dla księży – więźniów obozów koncentracyjnych. Niekiedy też w charakterystykach sporządzanych przez urzędników Urzędów do Spraw Wyznań i funkcjonariuszy SB pojawiały się sprzeczności. Przykładem zagadnienie stosunku bp. Jedwabskiego do tzw. „księży – patriotów”. W niektórych raportach pojawiała się opinia, że był wobec nich „lojalny” bądź „życzliwy”, ale w innych napisano, że do księży postępowych jest ustosunkowany negatywnie.

Bp Jedwabski potrafił w sposób grzeczny, acz stanowczy, stać na straży interesów Kurii i całej archidiecezji w rozmowach z przedstawicielami władz. Doskonałym przykładem ilustrującym tę tezę są stenogramy z dwóch oficjalnych spotkań, które odbył bp Jedwabski z przewodniczącym Wojewódzkiej Rady Narodowej Jerzym Kusiakiem. Na zarzut sformułowany przez tego ostatniego pod adresem polskich biskupów, którzy na znak solidarności z prymasem Wyszyńskim, któremu odmówiono wydania paszportu na wyjazd do Rzymu, sami zrezygnowali z tego wyjazdu, odpowiedział zdecydowanie: Kardynał na Synodzie powinien być i to nie ulega żadnej wątpliwości […]. Nie puszczenie kardynała Wyszyńskiego to jest kawał zbyt wielki. Mimo wszystko mnie się wydaje, że ze strony rządu jest to bardzo daleko idące ograniczenie, trzeba wiedzieć, czym kardynał jest w kościele katolickim. Wszyscy się liczą z nim na całym świecie.

My powinniśmy sobie wzajemnie pomagać, bo jesteśmy na to. Panowie macie sprawy materialne, czy doczesne, a my mamy duchowe, to się powinno wiązać jedno z drugim. Na szczęście w każdym politycznym układzie to się zazębia, tylko tutaj się nie zazębia. […] Otrzymanie paszportu to nie jest jakiś przywilej, ale prawo każdego obywatela […]. Kardynał Wyszyński został wezwany przez samego Ojca Świętego i nie można tego nie uwzględnić.

I kawałek dalej: Proszę Pana Przewodniczącego, przecież jeśli chodzi o system, powiedzmy w tym wypadku komunistów, przecież komuniści we Włoszech i we Francji zupełnie inaczej podchodzą do sprawy kościoła, widzą i chcą porozumienia i współpracy, bo widzą korzyści dla danego kraju. A u nas jakoś nie da się tego przeprowadzić. Na postawiony zarzut Jerzego Kusiaka o nieprawidłowości w prowadzeniu ksiąg rachunkowych przez księży, bp Jedwabski odpowiedział: Panie Przewodniczący, tu jest zasadnicze pomylenie pojęć. Bo Państwo nasze nie chce uznać, mnie się wydaje, nie chce uznać suwerenności Kościoła. Kościół ma w pewnych rzeczach zupełną swobodę. I Państwo nigdzie na świecie do tego się nie miesza, tylko akurat w Polsce, dlaczego to tak jest? Nasz system jest tutaj jakoś zawężony, że on tego nie chce zrozumieć, że Kościół jest jakąś instytucją, która ma swoje prawa i nie można tego Kościoła traktować jak podległego Państwu….

Na uwagę Jerzego Kusiaka, że w innych krajach socjalistycznych Kościoły jakoś potrafiły ułożyć sobie stosunki z państwem, bp Jedwabski odpowiedział: Panie Przewodniczący, ja dziękuję za takie porozumienie. Nie chciałbym być ani w Czechosłowacji, ani na Węgrzech. Na papierze jest to porozumienie, ja rozmawiałem z biskupami czechosłowackimi i węgierskimi.

Generalnie z zachowanych dokumentów, a także z relacji tych, którzy znali bp. Jedwabskiego, wyłania się obraz człowieka wielkiej kultury i wielkiego serca, wiernie stojącego przy Kościele i swoim arcybiskupie. Choć SB liczyło na powstanie konfliktu między bp. Franciszkiem Jedwabskim i abp. Antonim Baraniakiem, to jednak dzięki pełnej posłuszeństwa i pokory postawie Franciszka Jedwabskiego SB nie udało się wbić klina pomiędzy Arcybiskupa i jego Sufragana. W jednym z dokumentów napisano nawet, że Biskup Jedwabski jest ściśle podporządkowany episkopatowi i Kurii. Powodowało to niejednokrotnie irytację przedstawicieli władz, którzy dawali jej upust, pisząc na przykład tak: Biskup Jedwabski jest jak najściślej podporządkowany episkopatowi i arcybiskupowi Baraniakowi. Wszelkie wydane przez nich polecenia przyjmowane i wykonywane są przez niego bezkrytycznie jako bezwzględnie autorytatywne. Wobec władz zwierzchnik nie był zdolny reprezentować odmiennego zdania, pomimo że takie posiada w rozmowach indywidualnych z księżmi […]. Stworzone niegdyś pozory konfliktu między nim a arcybiskupem Baraniakiem nie mają w rzeczywistości racji bytu. Biskup Jedwabski bowiem korząc się przed każdym autorytetem Kościoła nie jest zdolny do jakiegokolwiek reprezentowania odmiennego stanowiska […]. Kieruje się w swej działalności dobrem Kościoła i jest gorącym rzecznikiem jego interesu. Wszelkie ciosy zagrażające Kościołowi są przez niego zwalczane i usiłuje im się przeciwstawić przy pomocy środków prawnych bez awanturnictwa i drogą interwencji u wyższych władz państwowych.

Wszyscy, zarówno pracownicy Urzędu ds. Wyznań, funkcjonariusze UB i SB, a także księża go wspominający, podkreślają jego bardzo życzliwy stosunek do podlegających mu kapłanów. Potwierdzają tę opinię fragmenty dokumentów sporządzonych przez SB. W jednym z nich napisano: Wśród kleru dołowego cieszy się sympatią i szacunkiem w wielu wypadkach za okazywanie zrozumienia dla ich spraw i gotowości służenia pomocą. I w innym miejscu: Posiada dobrą pozycję wśród duchowieństwa dzięki temu, że do każdego księdza odnosi się poprawnie, serdecznie i grzecznie i jest za to przez nich szanowany i lubiany. Jest życzliwy i prostolinijny, w stosunku do kapłanów sprawiedliwy i obiektywny. Jest więcej przyjacielem niż przełożonym. Z kolei wierni lubili bp. Jedwabskiego za jego ujmujące zachowanie się w czasie wizytacji. Podoba się im jego niesfałszowana pobożność i brak pozy. Stosunek Jedwabskiego do ludności jest również bardzo serdeczny i bezpośredni. Nie można wyróżniać żadnych grup wiernych, które by go w jakiś szczególny sposób adorowały – jest lubiany przez wszystkich za swą prostotę i bezpośredniość. Charakteryzując sylwetkę bp. Jedwabskiego, urzędnicy Urzędu ds. Wyznań pisali ponadto: Jest niewątpliwie człowiekiem inteligentnym, choć nie posiada tytułów naukowych. Posiada zainteresowanie naukowe, interesuje się zagadnieniami z dziedziny liturgii kościelnej. […] Lubi przebywać wśród księży – towarzyszy obozowych. […] Jest uczciwy i prostolinijny. Wśród kapłanów ma pseudonim „Dziadek”. Tyle opinii, zawartych w dokumentach tak specyficznych instytucji, jak Urząd do Spraw Wyznań i Wydział IV KW MO w Poznaniu.

Gwoli uzupełnienia pozwolę sobie tylko krótko przypomnieć, że sferą szczególnego zainteresowania bp. Jedwabskiego w latach 60. i na początku 70. były sprawy związane z funkcjonowaniem Arcybiskupiego Seminarium Duchownego, finansowaniem Kurii oraz przebiegiem trasy chwaliszewskiej, którą władze zamierzały przeprowadzić [i ostatecznie przeprowadziły – przyp. K.B.] przez środek należącego do Kościoła Ostrowa Tumskiego. Jak już wcześniej wspomnieliśmy, angażował się też w działalność w ruchu księży dachauczyków. Ponadto brał udział w III i IV Sesji Soboru Watykańskiego II. Jako ciekawostkę można dodać, że 25 maja 1956 r. udzielił święceń kapłańskich obecnemu prymasowi Polski, kardynałowi Józefowi Glempowi.

Zmarł, pogrążając w smutku licznych kapłanów i wiernych, 26 czerwca 1975 r. w wieku 80 lat.

Autor: dr hab. Konrad Białecki (Biuro Badań Historycznych IPN w Poznaniu, Instytut Historii UAM)

Artykuł został opublikowany w „Naszym Dzienniku” 2008, nr 262.

Twórca projektu Twórca
Partnerzy
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin

Kategorie tematyczne