Jarocin

Portal historyczny

Franciszek Kuropka z Jarocina – wiezień KL Auschwitz

Franciszek Kuropka z Jarocina – wiezień KL Auschwitz

Dzisiaj mija 74. rocznica wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Birkenau, w którym według ostrożnych szacunków śmierć poniosło ponad 1,1 mln osób. Także i w tym obozie przebywali i ginęli mieszkańcy Jarocina. Niektórym udało się przeżyć. Jednym z nich był harcerz Franciszek Kuropka.

Urodził się 5 września 1920 r. w Jarocinie. Od wczesnego dzieciństwa związany był z ruchem harcerskim. Podczas niemieckiej okupacji działał w konspiracji jako członek „Szarych Szeregów”. Gestapo wpadło na jego trop i został aresztowany. Trafił do obozu w Łodzi, a następnie do KL Auschwitz II-Birkenau. Od tej chwili stał się numerem obozowym 97430… Miał wielkie szczęście – przeżył. Zmarł w 2009 r. w Australii.

Jego historię poznaliśmy dzięki projektowi dr. Adama Cyry i Marka Księżarczyka „Niezatarte ślady życia”. Jest to publikacja dokumentująca napisy, które więźniowie wyryli na ceglanych ścianach baraków w obozie KL Auschwitz. W czasie prac nad książką autorzy sfotografowali około 200 takich napisów – imion, nazwisk, numerów obozowych i nazw miejscowości. W książce przedstawili kilkanaście z nich, a także życiorysy osób, które w ten sposób zaznaczyły swój pobyt w Auschwitz. Jednym z nich jest właśnie „Franek” Franciszek Kuropka, który po gehennie Auschwitz trafił do niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Mauthausen w Górnej Austrii.

Już wkrótce poznają Państwo historię urodzonego w Jarocinie harcerza, niezwykłego Polaka, który po zakończeniu II wojny światowej został zmuszony do osiedlenia się w dalekiej Australii, ale nigdy nie zapomniał o swojej ojczyźnie i harcerstwie! 

©Tomasz Cieślak. Koloryzacja fotografii: Mikołaj Kaczmarek.

Styczeń ’45

Styczeń ’45

Opis świadka: „Około północy dnia 24 stycznia kilka czołgów, następnie oddział kawalerii rosyjskiej zatrzymał się na jarocińskim rynku. Poszedłem z żoną zobaczyć tych wyzwolicieli. Pierwsze wrażenie nie było najgorsze. Kiedy wracaliśmy do naszego mieszkania, przy dzisiejszej ulicy Wrocławskiej, rosyjscy wyzwoliciele wyłamali drzwi piekarni pana Baraniaka i rozdawali przechodniom chleb. Ten gest Rosjan był jakby wzruszającym obrazem. Obraz ten został jednak wkrótce zakłócony: – W ciągu dnia, a najczęściej w nocy, zaczęło się ciche plądrowanie. Zdarzały się również wypadki gwałcenia kobiet. Oczywiście było to wszystko ostro karane przez rosyjską Komendę Wojenną, która mieściła się w obecnym budynku Banku Spółdzielczego […]”. Za: Piotr Marchwiak, Styczeń ’45 w dwóch obrazach, w: Moje wyprawy historyczne po Ziemi Jarocińskiej, Jarocin 2010. Dzisiaj przypada 74. rocznica wkroczenia wojsk sowieckich do Jarocina i zakończenia niemieckiej okupacji. 

©Tomasz Cieślak
Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie: Żołnierze sowieccy stacjonujący w Nowym Mieście n. Wartą.

Koloryzacja zbliża ludzi

Koloryzacja zbliża ludzi

„Według mnie, koloryzacja zmniejsza odległość czasu. Przybliża przeszłość. Zdjęcia czarno-białe wydają się tak stare, że aż nieprawdziwe, natomiast kolor uświadamia, że to byli tacy sami ludzie jak my – z tym wyjątkiem, że przyszło im żyć w apokaliptycznych czasach. Kolor oddaje to, jak blisko jesteśmy tamtych czasów – dla młodych ludzi czarno-białe zdjęcia wydają się bardzo odległe. Kolor działa na wyobraźnię […]”. Trudno nie zgodzić się z Mikołajem Kaczmarkiem, którego koloryzacje historycznych fotografii obserwują dziesiątki tysięcy ludzi w całej Polsce. Na dzień dzisiejszy według mnie jest on najlepszym artystą w tej dziedzinie w Polsce. To właśnie ożywioną przez niego postać mjr. Zbigniewa Ostroróg-Gorzeńskiego mogą Państwo podziwiać na ulicach Jarocina oraz na naszym profilu. To on ożywił druha komendanta, dzięki temu stał się on nam bliższy. Zapewniam Was, że to nie koniec 🙂

©Tomasz Cieślak
Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie.

Mjr Z. Ostroróg-Gorzeński wśród towarzyszy broni

Mjr Z. Ostroróg-Gorzeński wśród towarzyszy broni

Mjr Zbigniew Ostroróg-Gorzeński (Komendant etapu przy III Okręgu Wojskowym w Jarocinie) w otoczeniu żołnierzy Wojsk Wielkopolskich w koszarach w Jarocinie, 11 listopada 1919 r.

Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie.

Fundatorzy

Fundatorzy

Piłsudski a Fundusz Obrony Narodowej. Pod koniec lat 30. XX w., w obliczu groźby wybuchu wojny polsko-niemieckiej, społeczeństwo jarocińskie solidarnie zaangażowało się w działania mające na celu wzmocnienie obronności kraju. Powszechnie poparto powstały w 1936 r. w Jarocinie Powiatowy Fundusz Obrony Narodowej, na który przekazywano wpłaty pieniężne, kupując m.in. widokówko-cegiełki. Pieniądze na zakup sprzętu dla armii zbierały organizacje społeczne i zawodowe, a także osoby indywidualne. Dnia 11 listopada 1938 r. uczniowie i profesorowie Państwowego Liceum i Gimnazjum w Jarocinie, grono pedagogiczne i uczniowie szkół powszechnych oraz powstańcy wielkopolscy i przedstawiciele gminy Jarocin, podarowali armii trzy karabiny maszynowe. Wcześniej karabin ofiarowali także kolejarze. Nie mogło to co prawda zmienić znacząco ogólnego stanu uzbrojenia naszych wojsk, ale miało za to ważny aspekt psychologiczny. Fotografia przedstawia moment przekazania stacjonującemu w Jarocinie 68. pułkowi piechoty karabinu maszynowego, ufundowanego przez jarocińskich kolejarzy, 20 października 1938 r. 

©Tomasz Cieślak
Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie.

Naczelnik Państwa J. Piłsudski w Jarocinie

Naczelnik Państwa J. Piłsudski w Jarocinie

W dniach 25-27 października 1919 r. Naczelnik Państwa Józef Piłsudski przebywał z ważną wizytą w Poznaniu. W drodze do stolicy Wielkopolski odwiedził m.in. Ostrów Wlkp., Jarocin i Środę Wlkp., w których to miastach na krótko opuścił swoją salonkę. Wszędzie był entuzjastycznie witany przez władze i ich mieszkańców. Nie inaczej było w Jarocinie. Była to dla Piłsudskiego pierwsza, historyczna i zarazem trudna wizyta w Wielkopolsce. Dla Jarocina niewątpliwie wyjątkowa, za sprawą tego wyróżnienia. Pociąg z Piłsudskim wjechał na jarociński dworzec kolejowy po godz. 1000. W tej historycznej podróży towarzyszyli Marszałkowi minister byłej Dzielnicy Pruskiej Władysław Seyda, wojewoda poznański Witold Celichowski oraz generałowie Armii Wielkopolskiej Józef Dowbor-Muśnicki i Zygmunt Zieliński. Witali go natomiast starosta jarociński Tollik oraz przedstawiciele miasta z Franciszkiem Basińskim na czele.

©Tomasz Cieślak
Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie.

Zdobycie Krotoszyna

Zdobycie Krotoszyna

Krotoszyn to jedno z ważniejszych miast w południowej Wielkopolsce doby powstania. Miasto strategiczne, ale w momencie wybuchu walk w Poznaniu 27 grudnia 1918 r. cały czas pozostające w rękach niemieckich. Inaczej niż Pleszew i Jarocin, gdzie 1 stycznia 1919 r. Polacy dysponowali w tamtejszym garnizonie prawie 1000-osobowym oddziałem. W Krotoszynie garnizon pozostawał nadal w rękach niemieckich i jego zaatakowanie wiązałoby się z dużymi stratami po polskiej stronie, dlatego postanowiono negocjować. Rozmowy zakończyły się podpisaniem aktu kapitulacji przez niemieckiego komendanta garnizonu w Krotoszynie kpt. Grossera. Kulisy rozmów oraz walk o to miasto przybliży nam sam przyszły dowódca VI Okręgu Wojskowego Powstania Wielkopolskiego mjr Zbigniew Ostroróg-Gorzeński z Tarzec, „komendant wojskowy Jarocina”, który wraz z dwoma kompaniami jarocińskimi 3 stycznia 1919 r. zajął Zduny.

Mjr Zbigniew Ostroróg-Gorzeński:
„Dowiedziawszy się, że zanosi się na odebranie Krotoszyna, gdzie stał jeszcze batalion niemiecki, chciałem 1 stycznia po południu całą siłą ruszyć na Krotoszyn. Rada Ludowa krotoszyńska zaklinała mnie jednak telefonicznie, żebym tylko sam przyjechał i nie brał wojska. Pojechałem więc automobilem z adiutantem [Stefanem] Malinowskim, podoficerami Stanisławem i Maksymilianem Błażejewskimi i strzelcem Józefem Bartkowiakiem. Dowiedziałem się w Krotoszynie, że jakiś polski oddział ukrywa się w bliskości i czeka na stosowną chwilę do ataku. Był to ppor. [Jan] Szlagowski, obecnie przy sztabie III dywizji, który miał około 70 ludzi i pociąg pancerny bardzo prymitywny, z jedną armatką, której zresztą wcale nie użyto. Przyjechawszy do Krotoszyna, pertraktowałem najpierw z [Powiatową] Radą Ludową, której nie mogę oszczędzić zarzutu, że wstrzymując mnie od ataku na Krotoszyn, przyczyniła się do tego, że Niemców ostatecznie z bronią musieliśmy wypuścić.

Tymczasem Błażejewski Stanisław i Malinowski dowiedziawszy się, że na dworcu Niemcy ładują amunicję, żeby ją wywozić, puścili się tylko z rewolwerami na dworzec.

Malinowski wszedł na odwach, gdzie było 25 żołnierzy, karabin maszynowy i dowodził zastępca oficera. Błażejewski pilnował tymczasem drzwi, żeby nikt nie mógł wejść. Oboje zdjęli orzełki z czapek i udawali Niemców. Ledwo Malinowski wszedł na odwach, powstał na dworcu ogromny hałas, strzały karabinowe się sypały, a zastępca oficera chwycił karabin maszynowy, żeby przez okno strzelać do oddziału Szlagowskiego, który właśnie dworzec atakował. Na to Malinowski przyłożył rewolwer do głowy Niemca i zawołał: „Hände hoch”. Niemcy zgłupieli i rzucili karabiny, wpadł Błażejewski, a zaraz za nim ludzie Szlagowskiego i dworzec w ten sposób zajęto. Strat z naszej strony nie było żadnych dzięki odwadze owych dwóch podoficerów. Po niemieckiej stronie jeden zabity. Przy pomocy ludności miejscowej, która się w jednej chwili uzbroiła w ukryte karabiny, obsadziliśmy cały Krotoszyn. Batalion niemiecki zamknięty w koszarach kapitulował pod warunkiem, że z bronią im będzie wolno wyjechać, co wobec słabych sił naszych musieliśmy przyznać. Cały materiał bardzo znaczny to jest broń, amunicja, mundury, bielizna została w naszym ręku. Niemcom było wolno tylko jeden karabin na człowieka zabrać ze sobą.

Dzień 1 stycznia 1919 r. w Krotoszynie zostanie na zawsze w pamięci uczestników tej wyprawy. Dnia 3 stycznia na wiadomość telefoniczną, że w Zdunach Niemcy aresztowali księdza i znęcają się nad ludnością, wziąłem dwie kompanie i pojechałem pociągiem do Zdun. Kilka kilometrów od Zdun wysiedliśmy i kompania poszła do ataku na Zduny”. Jarociniacy zajęli także Chachalnię i Borowicę.

©Tomasz Cieślak
Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Krotoszynie: K
ompania kobylińska na froncie pod Zdunami (Perzyce, luty 1919 r.)

Dwór w Pawłowicach

Dwór w Pawłowicach

Pawłowice, gm. Żerków. Warto poznać ciekawą historię tego miejsca, sięgającą I połowy XV w. Obecnie w Pawłowicach mieści się podpiwniczony, parterowy dwór z XIX w., otoczony niegdyś 2,5-hektarowym parkiem. W 1926 r. Pawłowice wchodziły w skład obszaru dworskiego Żółków i liczyły 439 ha. Dzierżawcą majątku, należącego do Skarbu Państwa II RP, był wówczas Seweryn Ozdowski. Na marginesie warto dodać, że przed I wojną światową właścicielem dóbr królewskich Żółków był sam cesarz niemiecki! Po II wojnie światowej w ramach komunistycznej reformy rolnej 184 ha majątku rozparcelowano między 26 rodziny parcelantów. Z pozostałych hektarów utworzono Państwowe Gospodarstwo Rolne. 

©Tomasz Cieślak
Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie. 

Źródło: www.polskiezabytki.pl

Wysadzenie Kretkowa

Wysadzenie Kretkowa

Wysadzenie pałacu w Kretkowie

Opis naocznego świadka Krzysztofa Paruszewskiego:
„Byłem naocznym świadkiem wysadzenia części tego pałacu. Raczej rok 1985… Ojciec mój miał wtedy w kretkowskim lesie kilkanaście uli pszczół. Byliśmy tam razem, jakiś przegląd pewnie. No i właśnie przejeżdżał duktem ówczesny leśniczy (dobry znajomy Ojca). Powiedział, że za około pół godziny saperzy wysadzą część pałacu. Podjechaliśmy te kilkaset metrów „maluszkiem”, bo zdarzenie raczej niecodzienne. Można było ulokować się bezpiecznie po drugiej stronie stawu… Bliżej (z wiadomych względów) nie pozwalano. Widzów zaledwie kilkunastu. Najpewniej nie zależało na nagłośnianiu „akcji”. Samo „bum” zrobiło na mnie wrażenie. Troszkę huku… więcej niż troszkę… ale bez przesady. Ta wysadzana część uniosła się w górę odrobinę, a potem poleciało wszystko w dół. Ogromny tuman kurzu i pyłu opadający na ziemię. Przez wiele chwil. Ściana, od której „odcięto” tę wysadzaną część, pozostała nienaruszona. Uznałem to wtedy jako „dobrze wykonaną robotę”. Ojciec miał mieszane odczucia i był dość wyraźnie poruszony. Powiedział później, że to jest zacieranie śladów historii. Że zachowają się jedynie te pałace, o których losy potrafią zadbać potomkowie dawnych właścicieli. Żeby „zadbać” trzeba mieć kasę i „wejścia” do odpowiednich ministerstw. W sumie było to bezsensowne. Bo ani nie wyburzono całości, ani nikomu to miejsce do niczego nie było potrzebne na inny cel. I dotąd nie jest”.

Pocztówka ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie: Pałac w Kretkowie przed 1919 r.

Flaga na ratuszu

Flaga na ratuszu

Dnia 1 stycznia 1919 r., rynek w Jarocinie. Tak mogło wyglądać wywieszenie polskiej flagi na miejskim ratuszu, co było symbolicznym aktem włączenia Jarocina do odradzającego się państwa polskiego. W roli głównej adiutant mjr. Zbigniewa Ostroróg-Gorzeńskiego, Stefan Malinowski, oraz rysownik Jacek Kowalski. Grafika dzięki uprzejmości Stowarzyszenia „Jedność” z Jarocina.

Nowa era, 1 stycznia 1919 r. w Jarocinie

Nowa era, 1 stycznia 1919 r. w Jarocinie

„Dnia 1 stycznia 1919 r. nastąpiła dla Jarocina nowa era. W dniu tym wywiesił chorągiew polską na ratuszu jarocińskim adiutant St. Malinowski. Byłem świadkiem tej wspaniałej uroczystości, która u mnie pozostawiła niezatarte wrażenie. Przed frontem odezwał się komendant druh Gorzeński-Ostroróg do zgromadzonego społeczeństwa, wzywając do wytrwałości, do pomocy, by pokazać światu potęgę narodu polskiego. Zakończył swe przemówienie słowami „Roty” Konopnickiej.

Niejedna łza wtenczas spłynęła ze wzruszenia. Potem senior miasta Franciszek Basiński powitał obywatelstwo jako pierwszy burmistrz miasta, dzieląc się radosną nowiną, że odtąd wszyscy upragnioną przez tak długie lata Polskę uzyskaliśmy. Po odśpiewania „Roty” i „Jeszcze Polska nie zginęła” udaliśmy się do kościoła na uroczyste nabożeństwo, które odprawił ksiądz proboszcz Niedźwiedziński, witając wojsko już polskie jako kapelan oddziału powstańczego.

Serdeczne słowa powitania z ambony były zachętą do walk, jakie niebawem nastąpić miały. Po odśpiewaniu „Boże coś Polskę”, wróciliśmy w zwartym szeregu do koszar na dobry obiad. Szeregi naszego baonu rozrastały się. Ćwiczono regularnie. Wielu było szaleńców do zbrojnego czynu”. Józef Borecki, 1935 r.

Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie.

Ks. Ignacy Niedźwiedziński (1875-1941)

Ks. Ignacy Niedźwiedziński (1875-1941)

Dnia 31 grudnia 2018 r. minęła 77. rocznica tragicznej śmierci ks. kanonika Ignacego Niedźwiedzińskiego, kapłana, długoletniego proboszcza parafii pw. św. Marcina w Jarocinie, działacza społecznego, konspiratora, kapelana powstańców wielkopolskich i Honorowego Obywatela Jarocina. Ostatnie lata jego życia to okres okupacji niemieckiej. Mimo grożącego mu realnego niebezpieczeństwa nie opuścił Jarocina i swoich parafian. Został przez Niemców usunięty z probostwa i aresztowany w październiku 1941 r. Osadzono go w ciężkim obozie koncentracyjnym Fort VII w Poznaniu. Przeżycia obozowe wkrótce odbiły się negatywnie na jego zdrowiu, dlatego władze niemieckie przetransportowały go do Bojanowa, a dokładnie do tamtejszego obozu dla sióstr zakonnych. Po przybyciu do Bojanowa stan zdrowia ks. Niedźwiedzińskiego mocno się pogorszył. Lekarz więzienny stwierdził u chorego tyfus brzuszny. Proboszcz zmarł w szpitalu więziennym 31 grudnia 1941 r. Jego pogrzeb miał miejsce 5 stycznia 1942 r. Proboszcza pochowano w Bojanowie, w kanonicznych szatach liturgicznych, które przywiozła z Jarocina siostra zakonna ze zgromadzenia elżbietanek. Dębowa trumna dla kapłana zakupiona została w Lesznie ze składek ofiarowanych przez jarocińskich parafian. W samym pogrzebie nie uczestniczyło dużo ludzi. Ze względu na ograniczenia wprowadzone przez okupanta, z Jarocina przybyło niewielu wiernych. Obecna była siostra proboszcza Helena z rodziną ze Śląska.

©Ilona Kaczmarek, Tomasz Cieślak
Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie.

Rocznica niemieckich wypędzeń, grudzień 1939 r.

Rocznica niemieckich wypędzeń, grudzień 1939 r.

Grudzień 1939 r. to nie tylko kolejna rocznica zwycięskiego powstania wielkopolskiego, to także smutna rocznica początku masowych wypędzeń i wysiedleń z terenu powiatu jarocińskiego. Wszystko za sprawą dekretu Adolfa Hitlera z 7 października 1939 r. Polaków, których wypędzono ze swoich domów, kierowano do obozów przesiedleńczych, m.in. w Cerekwicy oraz do obozu przeładunkowego przy klasztorze oo. Franciszkanów w Jarocinie. Wypędzeń Niemcy dokonywali na podstawie uprzednio sporządzonych list. Na jednej z nich znaleźli się, obok inteligencji, również właściciele fabryk, nauczyciele, urzędnicy, powstańcy wielkopolscy oraz właściciele dużych gospodarstw rolnych.

Do podstawowych kryteriów stosowanych przy wyborze Polaków do wysiedlenia należały: przeszłość polityczna, zdolności do pełnienia roli przywódców, przynależność do warstwy polskiej inteligencji oraz posiadany majątek. Według słów Oberleutnantera Fenglera, dowódcy żandarmerii powiatowej, „stanowili oni przeszkodę dla prowadzonej germanizacji”.

Do pierwszej fali wypędzeń z terenu powiatu doszło w dniach 1-17 grudnia 1939 r. Nasi rodacy na opuszczenie dorobku całego życia otrzymali zaledwie 15 minut… Między 8 a 10 grudnia 1939 r. do punktu zbornego przy klasztorze oo. Franciszkanów w Jarocinie przewieziono ponad 1202 Polaków z terenu całego powiatu jarocińskiego! Osoby te, po tzw. „przenocowaniu” w niedokończonych zabudowaniach klasztornych, załadowano do wagonów towarowych na dworcu kolejowym w Jarocinie i odtransportowano do Opoczna w Generalnym Gubernatorstwie. Tam bez słowa wyjaśnienia pozostawiono ich własnemu losowi… W Wielkopolsce pozostawili dorobek całego życia, rodziny, znajomych, wspomnienia i marzenia.

©Tomasz Cieślak
Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie: Wysiedlani mieszkańcy powiatu jarocińskiego (grudzień 1939 r.) czekają w zabudowaniach klasztoru oo. Franciszkanów na decyzję o wyjeździe z Jarocina.

Jarocin był pierwszy

Jarocin był pierwszy

Stanisław Karolczak z Jarocina:
„Ażeby zobrazować zmagania wolnościowe 1918 roku w Jarocinie, postanowiłem, dopokąd żyją inicjatorzy bohaterskiej akcji, zebrać dokumenty i wiarygodne zeznania w celu utworzenia przyczynków do historji powstania wielkopolskiego. Pragnę, jako syn tego bohaterskiego miasta, zarzucić nieścisłość dotychczasowym publikacjom i niedrukowanym opisom oraz zwrócić uwagę kompetentnym historykom, że miasto Jarocin było pierwszym wielkopolskim miastem, które zbrojnie zrzuciło jarzmo niewoli. Do opisu akcji wolnościowej zniewolił mnie fakt celowego przemilczania tego dziejowego czynu przez dotychczasowych historyków, to też już w roku 1923 rozpocząłem wytrwale gromadzić materjał”.

„Akcja jarocińska stała się fundamentem powstania wielkopolskiego i była jedną z pierwszych cegieł pod wielki gmach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Obowiązek moralny nakazuje oddać sprawiedliwość tym, którzy pierwsi poszli w bój i zdobyli palmę zwycięstwa”.

Cytat za S. Karolczak, Z dziejów powiatowego miasta Jarocina 1913-1918, Poznań 1935 (reprint Jarocin 2018). Publikacja do nabycia w Muzeum Regionalnym w Jarocinie. Cena 30,00 zł.

W nocy z 8/9 listopada 1918 r. w garnizonie niemieckim w Jarocinie wybuchła socjalistyczna rewolucja inspirowana przez członków polskiej konspiracyjnej organizacji „Jedność”. Powołano pierwszą w Prowincji Poznańskiej Radę Żołnierską z Ignacym Adamczewskim jako przewodniczącym. Powstał też pierwszy polski oddział zbrojny w zaborze pruskim. 

©Tomasz Cieślak
Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie: Uroczyste włączenie Jarocina i powiatu do odrodzonego państwa polskiego, 1 stycznia 1919 r.

Kompania Braci – 3. kompania jarocińska. Obrona Sarnówki w 1919 r.

Kompania Braci – 3. kompania jarocińska. Obrona Sarnówki w 1919 r.

Kompania Braci, cz. 1. Bohater spod Sarnówki – Stanisław Krystofiak, bo o nim mowa, jako dowódca 3. kompanii jarocińskiej w powstaniu wielkopolskim, dzięki przytomności umysłu, umiejętnościom i wielkiej odwadze, uratował na początku lutego 1919 r. przed załamaniem cały polski front w okolicach Rawicza i Miejskiej Górki. Wszystko wydarzyło się 7 lutego 1919 r. rano. Niemcy przypuścili na tym odcinku frontu zmasowany atak, wykorzystując do tego świeże posiłki, jakimi byli strzelcy hanowerscy, oraz pociąg pancerny i artylerię. Polacy utracili Sarnowę, a do odwrotu zmuszone zostały kompanie pleszewska i górecka. Sytuacja wydawała się dramatyczna, brakowało odwodów. W polskich rękach znajdowała się jeszcze Sarnówka, broniona przez 3. kompanię jarocińską. Krystofiak miał do dyspozycji według słów Marcina Wojtkowiaka zaledwie 60 żołnierzy (początkowo jego kompania liczyła 173 ludzi). Było to niewiele, ale jak się miało okazać, wystarczająco dużo, by utrzymać cały front powstańczy „Grupy Leszno”. Dowódca kompanii, stwierdziwszy utratę Sarnowy i zobaczywszy zaciskający się pierścień niemieckiego okrążenia, którego efektem mogło być całkowite zniszczenie jego 3. kompanii, postanowił wycofać się i przebijać w kierunku Miejskiej Górki. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nasz bohater, ostrzeliwując się z broni ręcznej, opuszczał plac boju ostatni, w towarzystwie zaledwie kilku żołnierzy i zarekwirowanego wozu, którego zdobycie uratowało im życie. Ostatecznie jarociniacy zatrzymali natarcie hanowerczyków, wykorzystując do tego celu dwa karabiny maszynowe. Pozwoliło to dotrzeć na zagrożony odcinek frontu batalionowi śremskiemu. W taki to oto sposób 3. kompania uratowała front powstańczy w okolicach Miejskiej Górki i Rawicza. Gotowy scenariusz na film!

©Tomasz Cieślak
Fotografia S. Krystofiaka ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie.

S. Karolczak, „Z dziejów powiatowego miasta Jarocina”, Poznań 1935

S. Karolczak, „Z dziejów powiatowego miasta Jarocina”, Poznań 1935

W Muzeum Regionalnym w Jarocinie i w Czytelni pod Ratuszem można kupić niezwykle ciekawą książkę Stanisława Karolczaka Z dziejów powiatowego miasta Jarocina 1913-1918. Wojna światowa, konspiracja, rewolucja, która jest reprintem wydawnictwa z 1935 r. (cena 30 zł).

Publikacja stanowiła pierwsze opracowanie dokumentujące wydarzenia poprzedzające wybuch powstania wielkopolskiego w Jarocinie. Na jej kartach znalazło się wiele unikatowych ilustracji, m.in. afisz z 9 listopada 1918 r. informujący o powstaniu pierwszej w Wielkopolsce Rady Żołnierskiej. „Ażeby zobrazować zmagania wolnościowe 1918 roku, postanowiłem, dopokąd żyją inicjatorzy bohaterskiej akcji, zebrać dokumenty i wiarygodne zeznania w celu utworzenia przyczynków do historji powstania wielkopolskiego. Pragnę, jako syn tego bohaterskiego miasta, zarzucić nieścisłość dotychczasowym publikacjom i niedrukowanym opisom oraz zwrócić uwagę kompetentnym historykom, że miasto Jarocin było pierwszym wielkopolskim miastem, które zbrojnie zrzuciło jarzmo niewoli. Do opisu akcji wolnościowej zniewolił mnie fakt celowego przemilczania tego dziejowego czynu przez dotychczasowych historyków, to też już w roku 1923 rozpocząłem wytrwale gromadzić materjał” – napisał 83 lata temu Stanisław Karolczak we wstępie do swojej książki.

Karolczak rozmawiał z uczestnikami powstania, wysłuchiwał i spisywał ich szczegółowe relacje, na podstawie których opisał wydarzenia poprzedzające wybuch jarocińskiej rewolucji 1918 r. Jeden z nielicznych zachowanych egzemplarzy publikacji Stanisława Karolczaka, który znajdował się w zbiorach Muzeum Regionalnego w Jarocinie, został przekazany w 1935 r. z dedykacją autora ówczesnemu burmistrzowi Jarocina Edmundowi Rogalskiemu. Brakowało w nim jednak kilku ostatnich stron. Kompletny egzemplarz użyczyła na potrzeby wydania reprintu Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu.

Promocja książki odbędzie się 27 grudnia w jarocińskim muzeum, w ramach wernisażu wystawy „Jarociniacy w Powstaniu Wielkopolskim 1918/19”.

Wielkanoc u kolejarzy

Wielkanoc u kolejarzy

Święcenie potraw przez ks. Ignacego Niedźwiedzińskiego w świetlicy Kolejowego Przysposobienia Wojskowego w Jarocinie, Wielkanoc 1934 r.

Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalne w Jarocinie.

Lokomotywownia

Lokomotywownia

Fotografia została wykonana w Jarocinie przed 1919 r., w okresie zaboru pruskiego. Lokomotywownia i jej pracownicy. Pamiątka tamtych czasów. „Była jedną z najdłużej czynnych w Polsce […]. Jej planowana eksploatacja zakończyła się wiosną 1992 r. Epoka pary na PKP odeszła wówczas bezpowrotnie. Mniej wiemy natomiast o początkach parowozowni w Jarocinie. Nie znamy dokładnej daty jej otwarcia. Początki wiązać należy z budową tutaj węzła kolejowego pod koniec XIX w.” Cytat za: I. Kaczmarek, Jarocin miastem kolejarzy, Jarocin 2015. Publikacja dostępna jest w Muzeum Regionalnym w Jarocinie. Znajdą w niej Państwo mnóstwo unikatowych i ciekawych fotografii dokumentujących historię jarocińskiego dworca kolejowego, a tym samym Jarocina.

©Tomasz Cieślak
Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie.

Powstańcy z Jarocina

Powstańcy z Jarocina

Powstańcy wielkopolscy z okolic Jarocina w atelier. Większość fotografii z powstania, którymi dzisiaj dysponujemy, wygląda właśnie tak: Przystojni żołnierze Wojsk Wielkopolskich w uszytych w 1919 r. na miarę mundurach wpatrują się cierpliwie w obiektyw i… brakuje w tym wszystkim emocji. Takie były czasy, takie trendy. Jedno „pstryknięcie” na wagę złota, cenne i wyjątkowe, nie tak jak dzisiaj. Niewątpliwie z ich twarzy możemy wyczytać dumę i spokój! Jest to jedna z odpowiedzi, dlaczego w dobie kultury masowej powstanie wielkopolskie nie „sprzedaje” się dzisiaj tak dobrze, jak np. powstanie warszawskie (rozmawialiśmy o tym niedawno w Kinie „Echo” na spotkaniu z Janem Ołdakowskim i Tomaszem Łęckim). Dlatego musimy przywrócić im choćby tożsamość i poznać ich życiowe historie. Czy rozpoznajecie któregoś z bohaterów uchwyconych na tym zdjęciu? 

Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie.

Wacław Wawrzyniak, dowódca kolejowego odwachu

Wacław Wawrzyniak, dowódca kolejowego odwachu

Zbigniew Ostroróg-Gorzeński tak w jednych ze swoich nielicznych wspomnień opisywał strategiczną rolę jarocińskiego dworca kolejowego i przyjętej w Jarocinie taktyki rozbrajania transportów wojskowych podczas pierwszych dni powstania wielkopolskiego. Działania te okazały się wyjątkowo skuteczne i przyniosły polskim powstańcom w Jarocinie duże nadwyżki uzbrojenia, przy braku strat w ludziach.

„Polski oddział rósł co dzień w siłę przez napływ ochotników, a Niemcy dezerterowali i rozchodzili się do domów, tak że 28 grudnia zostało ledwie 300 Niemców. Na dworcu był komendantem podoficer Wawrzyniak, obecnie podporucznik i komendant dworca w Jarocinie. Każdego Niemca, który przejeżdżał przez Jarocin pojedynczo lub po kilka, rozbrajano na dworcu, a karabiny i amunicja szła do składnicy polskiego oddziału. Do 28 grudnia każdy pociąg z wojskiem, który przez Jarocin przechodził, był zmuszony oddać broń i amunicję, tak że wkrótce żaden pociąg wojskowy przez Jarocin nie jechał. Rozbrojono ogółem 4 pociągi i odebrano 480 karabinów, 3000 naboi, 4 karabiny maszynowe i 50 granatów ręcznych. W rozbrojonych pociągach było załogi po 250, 200, 80 i 50 ludzi.

Dnia 28 grudnia było na dworcu w Jarocinie 40 lokomotyw i 600 wagonów, które pod różnymi pozorami zatrzymaliśmy w Jarocinie, potem jeszcze 7 lokomotyw zatrzymano, które były w drodze do Leszna.

Przy wybuchu rewolucji 28 grudnia byłem osobiście w Poznaniu, brałem udział w walkach koło „Bazaru”. Wróciwszy 29 grudnia wieczorem do Jarocina, rozbiłem w nocy zaraz pierwszy pociąg niemiecki, odebraliśmy broń i amunicję; pociąg miał 80 ludzi załogi. Przy rozbrojeniu 3 pociągów następnych sam osobiście nie byłem. Rozbił je ppor. Wawrzyniak z odwachem dworcowym w sile 30-40 ludzi”.

Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie. Wśród powstańców ppor. Wacław Wawrzyniak – dowódca odwachu na jarocińskim dworcu kolejowym w listopadzie i grudniu 1918 r.

Joanna hrabianka

Joanna hrabianka

„Joanna hrabianka von Oppersdorff – córka Jana i margrabianki Elizy de Talleyrand-Périgord. Była więc spokrewniona po kądzieli z osławionym Talleyrandem, dyplomatą, a raczej mistrzem intrygi politycznej, francuskim ministrem spraw zagranicznych w czasach republiki, Napoleona i Bourbonów. Talleyrandowie byli właścicielami rozległych dóbr na Śląsku, m.in. księstwa żagańskiego, ponadto po kądzieli byli spokrewnieni z polską arystokracją. Młodziutka Joanna wyszła w 1892 r. za właściciela Jarocina – księcia Hugona von Radolina”. Za: Piotr Marchwiak, Moje wyprawy historyczne po Ziemi Jarocińskiej.

To z tą piękną kobietą związana jest historia niewielkiego obelisku, który wieńczy koniec alei grabowej w jarocińskim parku. Smutny to dzisiaj widok, ale jesteśmy pełni nadziei, że wkrótce „sanktuarium Joanny” odzyska swój dawny blask.

Fotografia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Jarocinie.

Twórca projektu Twórca
Partnerzy
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin

Kategorie tematyczne