Jarocin

Portal historyczny

 

Od kilku lat badam zbrodnie niemieckie w Wielkopolsce i z każdym kolejnym artykułem upewniam się, że jeszcze wiele pracy przede mną i innymi badaczami. Ziemia pleszewska podczas II wojny światowej została przez okupanta bardzo tragicznie doświadczona. Zbrodnie niemieckie w Pleszewie w 1939 r. nie były przypadkowymi wybrykami lokalnych funkcjonariuszy gestapo, ale wpisywały się w zaplanowaną jeszcze przed II wojną światową wielką akcją eksterminacyjną elit narodu polskiego. Do końca 1939 r. na terenach wcielonych do III Rzeszy, także w Wielkopolsce, Niemcy zamordowali ok. 40 000 Polaków, głównie przedstawicieli lokalnego establishmentu. Była to ściśle tajna operacja o kryptonimie „Tannenberg”. Miała ona swój krwawy epizod także w Pleszewie. W ramach tej operacji zbrodni dokonano m.in. w ogrodzie mieszczącym się na tyłach willi należącej przed wojną do dr. Jana Białasika oraz w Lasku Malińskim. Zanim w ogrodzie dr. Białasika padły strzały, doszło w Pleszewie do aresztowań niektórych mieszkańców miasta, którzy od tej pory stali się niemieckimi zakładnikami. Aresztowanych osadzono w więzieniu przy ulicy Kaliskiej w Pleszewie.

Dnia 13 października 1939 r. dwóch gestapowców zapukało do drzwi plebanii w Kowalewie. Nie była to jednak kurtuazyjna wizyta. Tego dnia przyjechali aresztować ks. Aleksandra Szymańskiego, proboszcza miejscowej parafii. Oficjalnie powodem zatrzymania tego zasłużonego kapłana było oskarżenie go o antyniemieckie zachowania przed wybuchem II wojny światowej. Osadzono go w więzieniu w Pleszewie, w samotnej celi nr 24.

Tydzień później, 20 października 1939 r., zakomunikowano ks. Szymańskiemu oraz czternastu innym osadzonym, że są zakładnikami niemieckiej administracji wojskowej miasta Pleszewa, którzy za nienależyte zachowanie się ludności odpowiadają. Byli to oprócz wspomnianego ks. Szymańskiego: Stanisław Janiczek (kupiec), Michał Gnott (kupiec), Józef Suchocki (aptekarz), dr Zbigniew Cichowicz (ziemianin), Luis Seidel (handlarz), Witold Kopczyński (adwokat), Leon Drzewiecki (kupiec), Józef Koperny (nauczyciel gimnazjum), Czesław Kozłowicz (mistrz malarski), Josek Lewin (handlarz), Bronisław Samulski (inżynier), Jan Marciniak (kupiec), Ignacy Laskowski (nauczyciel gimnazjum) oraz Tadeusz Tuczyński (mistrz malarski). Afisz informujący o zatrzymaniu zakładników miasta Pleszewa znajduje się w Muzeum Regionalnym w Jarocinie. Zakładnikom groziło, że w razie rozruchów lub oporu ludności przeciw wojsku niemieckiemu, albo władzom cywilnym i ich zarządzeniom, odpowiadają […], oprócz innych środków zapobiegawczych, swoim życiem. W ten sposób niemiecki Wehrmacht zabezpieczał zaplecze frontu.

Przymusowy pobyt mieszkańców ziemi pleszewskiej w więzieniu przy ulicy Kaliskiej 24 był pierwszą odsłoną ich okupacyjnego dramatu. Bicie, straszenie, poniżanie oraz śmierć będą towarzyszyć większości z nich do końca wojny. Komendantem całego więzienia był Erich Sylla, obuwnik i miejscowy volksdeutsch.

Wspomniany powyżej ks. Szymański przeżył wojnę i zrelacjonował niemieckie zbrodnie na terenie ziemi pleszewskiej. Jego zeznania złożone prawie sześć lat po opisywanych wydarzeniach są niezwykle cenne w kontekście wyjaśnienia mordu dokonanego w ogrodzie dr. Jana Białasika. Jako jedyny określił dzienną datę zamordowania ośmiu Polaków w tym miejscu. Według niego było to w nocy z 30/31 października 1939 r. W literaturze przedmiotu autorzy przyjmują jednak, że zbrodni tej dokonano na początku listopada 1939 r. Wtedy do pleszewskiego więzienia wpadli pijani gestapowcy i zaczęli wywoływać z cel poszczególnych osadzonych. Według Edwarda Dąbkiewicza wywiezionych na rozstrzelanie Polaków Niemcy mieli wpisywać do księgi więziennej jako wywiezionych do Poznania. Informację tę Dąbkiewicz zdobył od swojego teścia, dozorcy więziennego Kleinerta.

Według złożonych po wojnie relacji świadków, na korytarzu więziennym słychać było nazwiska wywoływanych z cel tych oto więźniów: Jana Kerna z Pleszewa, Żyda Izydora Rawitschera kupca z Pleszewa, Antoniego Pietrzaka z Brzezia, Józefa Czaplińskiego z Pleszewa, Adama Łamka z Sośnicy oraz Józefa Kaźmierczaka z Zawidowic. Razem rozstrzelanych miało być dziewięciu mężczyzn. Początkowo zamordowanych Polaków miało być więcej. Wywołany z celi został również jeden z zakładników miasta Pleszewa dr Cichowicz, ziemianin z Marszewa, ale z niewiadomych przyczyn został zawrócony. Sytuacja ta tak nadszarpnęła jednak jego zdrowie psychiczne, że na drugi dzień w celi więziennej z powodzeniem targnął się na swoje życie. Można uznać, że był on dziesiątą ofiarą tej tragicznej nocy. Wywołanych więźniów wyprowadzano na dziedziniec i wywożono samochodem osobowym do willi przy ulicy Sienkiewicza 21, ówczesnej pleszewskiej siedziby gestapo. W każdym aucie jechało trzech Polaków. Odbyły się trzy takie transporty.

Tam, w ogrodzie na tyłach willi dr. Białasika, pojedynczymi strzałami z pistoletu pozbawiano ich życia. Z protokołu ekshumacji dokonanej w tym miejscu w 1945 r. wynika jednak, że część ofiar mogła zginąć od uderzenia tępym narzędziem w głowę. Ciała wrzucano do wykopanego kilka dni wcześniej dołu, jedne na drugie. Według Janiny Lorenc, bezpośredniego świadka tych rozstrzeliwań, której posiadłość graniczyła z ogrodem dr. J. Białasika, egzekucje trwały od 300 do 600 nad ranem. Słychać było jęki i dobijanie rannych.

Dnia 25 maja 1945 r. odbyła się ekshumacja pomordowanych w ogrodzie gestapo mieszkańców ziemi pleszewskiej. Ekshumowano wówczas ciała jedynie ośmiu osób. Co natomiast stało się z wywiezioną z więzienia dziewiątą ofiarą? Odpowiedzią na to pytanie są kolejny raz zeznania ks. Szymańskiego: Rychłym rankiem zbudziły nas wielkie wrzaski gestapowców i przed więzienie zajechał zwykły wóz, na którym przywieziono ciężko rannego Pietrzaka z Brzezia. Na rozkaz gestapowca przyniesiono go na podwórze więzienne i wtedy dowiedzieliśmy się, że on był jednym z tych, których odwiozło trzeci raz auto w nocy. W czasie jazdy wyskoczył z samochodu i począł uciekać i został ranny i wtenczas gestapowiec oświadczył, że zrobią tak z każdym, kto by chciał uciekać z więzienia. Następnie wydobył rewolwer i zastrzelił go, kazano go zakopać.

Antoniego Pietrzaka pochowano na dziedzińcu więziennym w dole i przysypano wapnem. Przeczuwając zbliżającą się śmierć, podjął ostatnią próbę ratowania życia, niestety nieudaną. Po wojnie komunistyczne władze przekopały całe podwórze więzienne, ale znaleziono jedynie parę butów, należących najprawdopodobniej do zabitego Pietrzaka. Wszystko wskazuje na to, że Niemcy jeszcze w czasie wojny wykopali ciało i przenieśli je w inne miejsce. Tym, którym strzelał, był najprawdopodobniej Herbert Lange, komisarz gestapo z Poznania.

Przeprowadzone w 1945 r. w Pleszewie ekshumacje i częściowe identyfikacje ofiar tych mordów nie odpowiedziały w pełni na pytanie, kto z Polaków został rozstrzelany w ogrodzie dr. Białasika. Pojawiły się problemy i wątpliwości co do tożsamości wszystkich pomordowanych osób. W wyniku licznych oględzin ciał i zeznań krewnych oraz znajomych ofiar ustalono w sposób nie budzący wątpliwości dane personalne jedynie czterech z nich:

śp. Józefa Kaźmierczaka

śp. Józefa Czaplickiego

śp. Adama Łamka

śp. Jana Kerna

Wątpliwości identyfikacyjne pojawiły się przy trzech kolejnych ciałach. W protokole ekshumacyjnym z 25 maja 1945 r. m.in. zanotowano: W grobie pomordowanych znajdowała się książka żydowska od modlitwy – tora, co świadczy o tym, że wśród zamordowanych znajdowała się osoba wyznania mojżeszowego. Mówi się w Pleszewie, w szczególności mówią współwięźniowie, że miał być zamordowany razem z Polakami w ogrodzie śp. dr. Białasika, niejaki Żyd Izydor Rawitscher. W świetle zgromadzonej przeze mnie dokumentacji wynika jednoznacznie, że w ogrodzie gestapo funkcjonariusze Sonderkommando Pleschen, bo tak nazywała się ta doraźnie zorganizowana jednostka niemiecka, zamordowali aresztowanego we wrześniu w Pleszewie I. Rawitschera. Został on w maju 1945 r. potencjalnie przez polską komisję sądowo-lekarską rozpoznany, ale nie zidentyfikowany. Jego ciało spoczęło wraz z wszystkimi ofiarami 27 maja 1945 r. na cmentarzu katolickim przy ulicy Kaliskiej w Pleszewie.

Początkowo, podczas ekshumacji 25 maja 1945 r., wśród ofiar Andrzej Filipiak i Leon Pluta rozpoznali swojego znajomego Franciszka Lipowczyka. Potwierdzać by to mogła także odnaleziona w grobie kartka z pisma religijnego „Straż Honorowa Najświętszego Serca Jezusowego” z napisem Lipowczyk. W wyniku jednak późniejszych sprzecznych zeznań świadków, asesor sądowy Leon Skubiszewski uznał zwłoki rzekomego Franciszka Lipowczyka jako nierozpoznane.

Problem pojawił się również przy identyfikacji kolejnych ekshumowanych ciał. Początkowo rodzina rozpoznała w jednym z nich Józefa Wałęsę, jednak 26 maja nieoczekiwanie członkowie rodziny Bronisława Hadrycha również stwierdzili, że rozpoznają w nich swojego syna, brata i szwagra. W tym konkretnym przypadku sąd postanowił zwłoki przedmiotowe uznać za nierozpoznane, z uwagi na to, że rodzina Wałęsy twierdzi, że to jest Wałęsa, zaś rodzina Hadrycha, że to jest Hadrych.

W przypadku ostatniego, ósmego ciała, nie było wątpliwości przy identyfikacji. Nie zostało rozpoznane przez nikogo.

Autor: Tomasz Cieślak

Bibliografia:
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi, Poznaniu i Warszawie.
Archiwum Państwowe w Poznaniu.
Muzeum Regionalne w Jarocinie.
Muzeum Regionalne w Pleszewie.
Zbiory prywatne autora.

Artykuł pochodzi z publikacji:
Cieślak T., Nadzieje i rzeczywistość. Ziemia Pleszewska w latach 1945-1947, „Rocznik Pleszewski 2012”, Pleszew 2013.

Twórca projektu Twórca
Partnerzy
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin

Kategorie tematyczne