Jarocin

Portal historyczny

 

Genezy oddziału „Bora” należy szukać na terenie powiatu jarosławskiego w województwie lwowskim. W końcu czerwca 1945 r. do miejscowości Obra Nowa k. Koźmina w powiecie krotoszyńskim przybyło pod dowództwem ppor. Zygmunta Borostowskiego ps. „Bora” czterech byłych członków żandarmerii Armii Krajowej z rozbitego przez Ukraińską Powstańczą Armię oddziału Franciszka Dorosza ps. „Dąb”. Od nazwiska dowódcy oddział przyjął swoją nazwę „Oddział Bora”. Do Wielkopolski razem z Borostowskim przybyli Julian Nadolski ps. „Lis”, Konstanty Nasalski ps. „Kajtek”, Edward Gintry ps. „Robak” oraz Marian Szwarc ps. „Wicher”.

W pierwszym okresie swojej działalności, od 15 lipca 1945 r. do 26 maja 1946 r., a więc do śmierci ppor. Borostowskiego w bitwie pod Benicami, szlak działań jego oddziału wyznaczały głównie miejscowości powiatu krotoszyńskiego. Zdarzało się również, że „Bora” ze swoimi ludźmi w celu zdobycia niezbędnych środków na bieżącą działalność partyzancką (żołnierze otrzymywali regularny żołd) zapuszczał się na teren powiatu jarocińskiego. Tak było m.in. 2 stycznia 1946 r., kiedy ośmiu członków oddziału rozbroiło Straż Ochrony Cukrowni w Witaszycach, zdobywając 10 karabinów. Funkcjonariuszowi UB z Jarocina Ludwikowi Drzazdze, który przebywał poza służbą na wartowni, zabrano pistolet kal. 9 mm.

Głównym terenem działalności oddziału „Bora” na terenie powiatu jarocińskiego były właśnie Witaszyce. Kolejnego ataku na witaszycką cukrownię oddział dokonał w nocy z 13 na 14 lutego 1946 r. Tym razem dwunastu partyzantów obezwładniło ośmiu tamtejszych stróżów. Jeden z nich, Franciszek Grzesiak, został nieszczęśliwie postrzelony w nogę. Z kasy cukrowni zabrano ogromną jak na ówczesne czasy sumę pieniędzy 339 580 zł, które pod groźbą użycia broni wydali zastępca dyrektora cukrowni Marian Reszelski i kasjer Wacław Pluta. Po otrzymaniu gotówki, pozostawieniu pokwitowania z podpisem „Oddział Bora” i wystrzeleniu czerwonej racy, żołnierze udali się pieszo w kierunku Prus. Do Witaszyc oddział powrócił 16 maja 1946 r., kiedy ośmiu żołnierzy pod dowództwem Kazimierza Szczepaniaka „Borysa” dokonało ataku, tym razem na tamtejszą cegielnię, z której kasy podjęto kolejny raz dużą sumę pieniędzy. Było to 100 000 zł. Pozostawiono pokwitowanie „Komendant AK – Bora”.  

Poznański Urząd Bezpieczeństwa czynił usilne wysiłki, by zlikwidować ten jeden z najbardziej aktywnych oddziałów na terenie województwa. W siedzibie UB w Poznaniu już we wrześniu 1945 r. założono sprawę agenturalnego opracowania. Dzięki agentowi o pseudonimie „Wera”, temu samemu, który doprowadził do aresztowania Gedymina Rogińskiego ps. „Dzielny”, oraz wysiłkowi operacyjnemu, rozpracowano 28 aktywnych członków oddziału oraz kilku współpracowników.

Partyzanci byli bardzo dobrze uzbrojeni. Oddział liczył 32 członków. Pod Benicami, gdzie w maju 1946 r. doszło do jego częściowego rozbicia, organy bezpieczeństwa przejęły według swoich źródeł 4 CKM, 8 RKM, 8 kbk, 8 pistoletów, 1 granatnik/moździerz, 4 rakietnice, 75 granatów, 5 tys. sztuk amunicji, 3 motocykle oraz 8 mundurów, co jak na trudne warunki konspiracyjne w połowie 1946 r. było liczbą niemałą.

Na terenie powiatu jarocińskiego ppor. Borostowski i jego ludzie prowadzili również bardziej spektakularne akcje niż wspomniane wyżej rajdy aprowizacyjne. W nocy z 31 stycznia na 1 lutego 1946 r. pod dowództwem „Borysa” w sile kilkudziesięciu żołnierzy opanowali na kilka godzin Jaraczewo. Atak był całkowitym zaskoczeniem dla pogrążonej we śnie tamtejszej ludności. Zajęto gmachy użyteczności publicznej i posterunek MO. O godzinie 250 „Borys”, według sprawozdania milicjanta S. Kaźmierczaka, zadzwonił do PUBP w Jarocinie zawiadamiając go, że posterunek MO w Jaraczewie został napadnięty przez AK i że ma natychmiast przyjechać czołgami, samolotami i autami, bo oni na nich czekają. Zabrali z posterunku 10 granatów ręcznych, 2 browningi, 2 lornetki […]. Po telefonie do PUBP w Jarocinie „Borys” wystrzelił na rynku czerwoną rakietę. Na ten znak wszyscy żołnierze opuścili zajmowane pozycje. Posterunek MO w Jaraczewie został zaatakowany przez oddział „Bory” ponownie w nocy z 27 na 28 kwietnia 1946 r. W wyniku tej akcji dotkliwie pobito milicjanta Maksymiliana Zielnika oraz zabrano z posterunku broń i umundurowanie.

W celu likwidacji oddziału organy bezpieczeństwa w Krotoszynie i Jarocinie prowadziły od 1 września 1945 r. szeroko zakrojone akcje pacyfikacyjne. W wyniku zacieśniania się pierścienia okrążenia wokół oddziału, 26 maja 1946 r. natrafiono na jego ślady, które prowadziły do wsi Benice, gdzie w pięciu gospodarstwach kwaterowało 31 żołnierzy z oddziału „Bora”. W krótkim czasie doszło do kontaktu ogniowego z funkcjonariuszami UB i WP z Krotoszyna. W akcji nie wzięły udziału jednostki z Jarocina. W pierwszym starciu zginął „Bora”. Rozpoczęła się jedna z największych potyczek w powojennej historii Wielkopolski.

Po śmierci Borostowskiego dowództwo nad całością sił partyzanckich w Benicach przejął nominalny jego zastępca, „Borys”. Dzięki przytomności jego umysłu i umiejętnościom przywódczym nie doszło do całkowitego rozbicia grupy partyzanckiej pod Benicami. „Borys” wyprowadził z „ubeckiej matni” większość swoich sił i mimo ścigających go kolejnych grup UB, MO i WP przeprowadził część ze swoich podkomendnych na teren powiatu jarocińskiego. Nie wszystkim partyzantom udało się jednak wycofać bez strat. Część żołnierzy podczas odwrotu pomyliła drogę i mimo podjętej walki zginęła lub wpadła w ręce bezpieki. Była to druga potyczka tego dnia w zakole rzeki Orli. Ostatecznie jedynie 15 partyzantów przedostało się na teren powiatu jarocińskiego. Reszta zginęła lub dostała się do niewoli. O ich losach napiszę kolejny, krótki artykuł.

Po bitwie pod Benicami jedynym faktycznym dowódcą został „Borys”, który za obszar działań swojego oddziału obrał właśnie powiat jarociński. Dnia 15 czerwca 1946 r., ścigany nieustannie przez bezpiekę, natknął się przypadkowo w miejscowości Strzyżewo na samochodowy patrol z ośmioma funkcjonariuszami PUBP z Jarocina. Otrzymali oni agenturalne doniesienie, że w tej miejscowości na granicy powiatów jarocińskiego i gostyńskiego ukrywają się członkowie oddziału „Bora”. Starcie z siłami bezpieczeństwa trwało godzinę. „Bezpieczniakom” zabrakło amunicji. Wykorzystał to „Borys, który pod osłoną wysokich łanów zbóż wycofał się do pobliskiego lasu, zabierając ze sobą trzech rannych. W wyniku starcia stracił 1 RKM, 1 kbk, 500 sztuk amunicji do kbk oraz 4 granaty.

Ostateczny kres działalności oddziału miał miejsce 3 kwietnia 1947 r. przed Komisją Amnestyjną w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu. Z bronią w ręku ujawnili się wówczas ostatni czterej partyzanci „Bora/Borysa”. Byli to „Borys”, „Tarzan”, „Góral” i „Kret”. Dzień później ujawnił się „Budek”. Członkowie oddziału pod dowództwem „Borysa” postanowili nie ujawniać się ani w Jarocinie, ani w Krotoszynie. O swojej decyzji poinformowali telefonicznie PUBP w Jarocinie. W pełnym uzbrojeniu na trasie Ostrów–Poznań, we wsi Golina wsiedli do pociągu i mimo usilnych nalegań szefa UB w Jarocinie, by zdali broń tutaj, udali się w dalszą drogę do Poznania. Tam idąc w pełnym uzbrojeniu ulicami miasta dotarli do WUBP. Z chwilą ujawnienia się wspomnianych pięciu członków oddziału  nastąpił faktyczny kres jego działalności.

Autor: Tomasz Cieślak

Bibliografia:
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej.

Twórca projektu Twórca
Partnerzy
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin

Kategorie tematyczne