Jarocin

Portal historyczny

 

Historia Jarocina i Pleszewa jest ze sobą nierozerwalnie związana. W XIX w. Jarocin leżał w granicach powiatu pleszewskiego, natomiast w latach 1932-1956 to Pleszew należał do powiatu jarocińskiego. Pleszewianie po 1932 r., by stanąć przed obliczem starosty, musieli wybrać się w długą drogę do Jarocina. Sytuacja ta nie uległa zmianie także w okresie okupacji niemieckiej. Pleszewscy Niemcy z wielkim rozgoryczeniem przyjęli w 1939 r. mianowanie Petera Orlowskiego starostą jarocińskim i ponownym włączeniu Pleszewa pod „skrzydła” Jarocina. Także i oni marzyli o swoim powiecie. Mimo jednak podległości administracyjnej to właśnie na ziemi pleszewskiej doszło w okresie okupacji do jednych z największych zbrodni przeciwko ludności polskiej na terenie powiatu jarocińskiego. Artykuł ten jest efektem kilkuletnich badań prowadzonych nad zbrodniami niemieckimi na naszym terenie, w szczególności na terenie Pleszewa i ziemi pleszewskiej.

Śmierć siedmiu Polaków w tzw. „Boreczku” kończy tragiczny na ziemi pleszewskiej rok 1939. Ich egzekucja była jednym z ostatnich akordów operacji „Tannenberg” w Wielkopolsce. Dnia 5 listopada 1939 r. ok. 13 osadzonych w pleszewskim więzieniu Polaków udało się do majętności Christiana Jouanna na Maliniu i tam pod czujną strażą niemieckich oprawców wykopali długi na 4 m i szeroki na 2,5 m dół. Dzień później do Pleszewa na samochodach ciężarowych wjechało zbrodnicze Einsatzkommando 14 pod dowództwem urodzonego w 1909 r. w Poznaniu Gerharda Flescha. Funkcjonariusze tej formacji brali już udział w niejednej egzekucji na terenie Wielkopolski. Miał to być dla nich kolejny zwykły dzień pracy. Wkrótce pod więzienie przy ulicy Kaliskiej w Pleszewie podjechały samochody osobowe i jedno z aut ciężarowych. Miało zabrać 16 wytypowanych wcześniej więźniów do budynku przy ulicy Sienkiewicza 21. Tam w jednej z większych sal willi dr. Jana Białasika czekał na nich sąd doraźny, na którego czele stał Gerhard Flesch, dowódca Einsatzkommando 14.

Więźniowie byli po kolei wzywani przed oblicze Flescha, który na bieżąco konsultował wyroki z miejscowymi volksdeutschami Robertem Stolzem i Gerhardem Sandkiem. Każdy z oskarżonych przebywał w budynku zaledwie 5 minut. Tyle miał czasu, by ocalić swoje życie. Karol Peltz tak wspomina tę dramatyczną i pełną napięcia chwilę: Wychodzący z przesłuchania już się ustawić musieli w dwóch naprzeciw siebie szeregach. Ci, którzy otrzymali przy przesłuchaniu jedynkę, byli przeznaczeni na rozstrzelanie, zaś ci, którzy otrzymali dwójkę – na obóz koncentracyjny […]. Naprzeciw mnie w przeciwnym szeregu stał Magnuszewski Stefan i palcem na piersi swej robił ruchy jakby pociągał za cyngiel browninga, to znaczy, że chciał mi powiedzieć, że jest przeznaczony na rozstrzelanie. Oprócz niego przeznaczonych na rozstrzelanie było 6, czyli razem z nim 7.

Pięciu skazanych Niemcy czym prędzej załadowali na samochód ciężarowy i wywieźli do Lasku Malińskiego, księdza Aleksandra Szymańskiego odprowadzono do więzienia przy ulicy Kaliskiej, natomiast pozostałych dziesięciu Polaków pieszo, pod eskortą funkcjonariuszy Hilfspolizei, udało się do „Boreczka”. Gdy dochodzili do zagajnika, ujrzeli zamordowaną chwilę wcześniej piątkę współwięźniów: Stefana Magnuszewskiego, Józefa Szczepańskiego, Walentego Mizerkiewicza, Władysława Szewczyka oraz Stanisława Głucha. Kolejnymi ofiarami byli wspomniani wyżej Czesław Kolibabka oraz Kazimierz Ludwiczak, zastrzeleni z rewolweru przez Herberta Lange.

Egzekucja w Lasku Malińskim odbyła się po południu o godzinie 1500, 6 listopada 1939 r. Przypatrywali się jej Christian Jouanne i jego brat Claus, którzy po jej zakończeniu spokojnie odjechali do Malinia powózką zaprzęgniętą w siwe konie. Pozostałych przy życiu ośmiu Polaków zmuszono do pospiesznego zakopania ofiar, po czym załadowano na samochód ciężarowy i przez Środę Wielkopolską zawieziono do Fortu VII w Poznaniu. Większość z tej grupy już nigdy nie powróciła do Pleszewa. Był wśród nich m.in. Stanisław Pamin, zamordowany najprawdopodobniej w Forcie VII w Poznaniu.

Zasadne wydaje się postawienie pytania, dlaczego w Lasku Malińskim zginęli akurat ci, a nie inni „oskarżeni”, oraz czy ostateczną decyzję w sprawie życia i śmierci podejmowali miejscowi Niemcy. Jan Kolibabka, ojciec zamordowanego 17-letniego Czesława, twierdził po wojnie, że osadzono go [Czesława – TC] w więzieniu w Pleszewie. Pobito go tam do utraty przytomności, na skutek czego leżał 6 tyg. w szpitalu św. Józefa. W międzyczasie Christian Jouanne odgrażał był się przed ludźmi, że jak tylko syn wyzdrowieje, to on go zastrzeli. Ostatecznie Czesława Kolibabkę zastrzelił nie Jouanne, tylko gestapowiec Lange, ale ten pierwszy był bezpośrednim świadkiem tego wydarzenia.

Po wojnie przesłuchano również Jana Magnuszewskiego, ojca zamordowanego Stefana. Wskazywał on jednoznacznie na Eitla i Gerharda Schubów jako winnych śmierci jego syna. E. Schub był tłumaczem podczas procesu w willi dr. Białasika. Dziwnym zbiegiem okoliczności Jan Magnuszewski w pierwszym roku wojny został wywłaszczony i wysiedlony do Generalnego Gubernatorstwa, a jego dom i zakład przejął właśnie E. Schub.

Już po wojnie, 1 marca 1945 r. do władz miejskich Pleszewa trafiło zgłoszenie sugerujące, że Łucja Hyżorek, żywiąc głęboką urazę, doniosła do gestapo w Pleszewie w październiku 1939 r. na Kazimierza Ludwiczaka, […] który został posądzony przy wybijaniu szyb i demolowaniu miasta w czasie wybuchu wojny Polsko-Niemieckiej. Ludwiczak Kazimierz został zabrany i przez Gestapo 6 XI 39 r. został rozstrzelany na Maliniu […]. Powodem doniesienia gestapo na Kazimierza Ludwiczaka miał być tlący się od kilku lat konflikt sąsiedzki między Łucją Hyżorek a rodziną ofiary. Zgłoszenie wskazywało na Ł. Hyżorek jako współwinną śmierci K. Ludwiczaka.

W wyniku doniesienia Ł. Hyżorek została 21 czerwca 1945 r. przesłuchana w siedzibie PUBP w Jarocinie przez funkcjonariusza UB Kazimierza Sikorskiego i 4 lipca tego samego roku aresztowana decyzją Prokuratora Specjalnego Sądu Karnego dla Okręgu Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, jako podejrzana o dokonanie donosu do władz okupacyjnych na Kazimierza Ludwiczaka, czego skutkiem było jego aresztowanie oraz śmierć 6 listopada 1939 r. w Lasku Malińskim. Podstawą aresztowania był Dekret PKWN z 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz zdrajców Narodu Polskiego.

W toku krótkiego dochodzenia zgromadzono skąpy materiał dowodowy, który opierał się głównie na zeznaniach jednej ze stron postępowania. Obrońcą Ł. Hyżorek był adwokat Feliks Maciejewski, a ona sama na rozpoczęcie procesu oczekiwała początkowo w więzieniu w Jarocinie, a później w Pleszewie. Rozprawa odbyła się 20 grudnia 1945 r. przed Specjalnym Sądem Karnym w Poznaniu na Sesji Wyjazdowej w Jarocinie. 

Sąd postanowił oskarżoną Łucję Hyżorek uniewinnić od wszystkich stawianych jej zarzutów. W uzasadnieniu wyroku sędzia dr Henryk Stachowski stwierdził, że nie jest wykluczone, że Gestapo aresztowała Kazimierza Ludwiczaka na podstawie wiadomości o działalności Kazimierza Ludwiczaka uzyskanych od innych osób, w szczególności od Niemców, co wydaje się tym więcej prawdopodobne, gdyż razem z Kazimierzem Ludwiczakiem aresztowano również i inne osoby, które brały udział w tych demonstracjach. Sąd nie mógł nabrać przekonania o winie oskarżonej dla braku dostatecznych dowodów.

W toku dochodzenia oraz w czasie rozprawy głównej świadkowie potwierdzili, że Kazimierz Ludwiczak brał udział w demonstracji antyniemieckiej w Pleszewie 29 sierpnia 1939 r., publicznie chwalił się demolowaniem składów i mieszkań niemieckich, oraz że jest trzeci na liście po Karolu Peltzu i [ks.] Kledziku. Ponadto według Hyżorek wybijających szyby miał fotografować Niemiec Gerhard Sandek, ten sam, który doradzał Fleschowi podczas sądu doraźnego.

Wyciągając wnioski z postępowania sądowego należy bezsprzecznie stwierdzić jedynie, że Kazimierz Ludwiczak został aresztowany w swoim domu w pierwszych dniach października, a następnie zastrzelony 6 listopada 1939 r. w egzekucji na podstawie wyroku niemieckiego sądu doraźnego i skrycie pochowany tego samego dnia w „Boreczku”. W Jarocinie w pierwszych dnia września 1939 r., m.in. dzięki działalności wiceburmistrza Antoniego Świerkowskiego, nie doszło do żadnych rozruchów antyniemieckich.

Po wojnie 23 maja 1945 r. w Lasku Malińskim ponownie pojawili się ludzie z łopatami. Byli to jednak tym razem osadzeni w więzieniu Niemcy, którzy odkopywali zabitych mieszkańców ziemi pleszewskiej. Dzięki zeznaniom naocznego świadka Karola Peltza oraz Jana Tanasia, a także przedmiotom osobistego użytku znalezionym w masowym grobie, udało się podczas ekshumacji w sposób nie budzący wątpliwości zidentyfikować wszystkie siedem ofiar Einsatzkommanda 14. Oto one:

śp. Stefan Magnuszewski

śp. Józef Szczepański

śp. Walenty Mizerkiewicz

śp. Władysław Szewczyk

śp. Stanisław Głuch

śp. Czesław Kolibabka

śp. Kazimierz Ludwiczak

Uroczysty pogrzeb siedmiu Polaków zamordowanych w 1939 r. w Lasku Malińskim oraz ośmiu w ogrodzie dr. J. Białasiaka odbył się w Pleszewie 27 maja 1945 r. Wszyscy zostali pochowani we wspólnej mogile na cmentarzu przy ulicy Kaliskiej w Pleszewie. Pogrzeb miał charakter manifestacji patriotycznej. W tym dniu wielu mieszkańców Pleszewa  wyszło na trasę konduktu żałobnego i oddało hołd wszystkim ofiarom zbrodni niemieckich z terenu ziemi pleszewskiej.

Autor: Tomasz Cieślak

Bibliografia:
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, Poznaniu i Łodzi.
Archiwum Państwowe w Poznaniu.
Muzeum Regionalne w Jarocinie.
Zbiory własne autora.

 

Twórca projektu Twórca
Partnerzy
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin

Kategorie tematyczne