Jarocin

Portal historyczny

 

Dnia 24 maja 1946 r. w okolicach jarocińskiego cmentarza padły strzały. Od kul komunistycznego plutonu egzekucyjnego zginęli Józef Rosada ps. „Sokół”, dowódca grupy „Partyzanci” z okolic Pleszewa, oraz Stanisław Pawlak ps. „Sokół”, żołnierz oddziału podziemia niepodległościowego Gedymina Rogińskiego ps. „Dzielny”. Trzecim zastrzelonym partyzantem miał być drugi żołnierz „Dzielnego” Henryk Janicki ps. „Wilk”, ale uratował go akt łaski agenta NKWD Bolesława Bieruta. Kim był Janicki i dlaczego miał zginąć?

Henryk Janicki urodził się 7 lipca 1925 r. w Rogusku gm. Nowe Miasto n. Wartą w powiecie Jarocin. Był synem Jana i Władysławy zd. Bednarek. W czasie II wojny światowej pracował na gospodarstwie swojego ojca w Rogusku. Podobnie było po jej zakończeniu. Pod koniec listopada 1945 r. wstąpił do oddziału podziemia niepodległościowego, którego dowódcą był jeden z bardziej znanych partyzantów na terenie południowej Wielkopolski Giedymin Rogiński ps. „Dzielny”. Obszarem działań „Dzielnego” były w latach 1945-1946 rozległe obszary powiatów: jarocińskiego, gostyńskiego, średzkiego, śremskiego i konińskiego. Będę o tym pisał w kolejnych artykułach.

Wstępując do antykomunistycznej partyzantki, Janicki przyjął pseudonim „Wilk”. Brał udział w kilku partyzanckich akcjach, których celem były posterunki MO oraz działacze komunistycznego aparatu represji. W okolicach Świąt Bożego Narodzenia 1945 r. razem ze Stanisławem Pawlakiem ps. „Sokół” oddalił się z oddziału „Dzielnego” w okolicach Cielczy i schronił u rodziny w Rogusku.

Dnia 26 marca 1946 r. w wyniku doniesień agenturalnych (dosłownie – donosu „życzliwego” sąsiada) został aresztowany przez funkcjonariuszy MO z Nowego Miasta i w tym samym dniu przekazany wraz ze znalezioną przy nim bronią przez komendanta MO Kornela Widyńskiego do UB w Jarocinie. Tutaj oczekiwał już na niego st. oficer śledczy Sekcji VIII PUBP Stanisław Szypulski, któremu kierownictwo Urzędu powierzyło prowadzenie śledztwa. Informację o miejscu pobytu Janickiego otrzymał funkcjonariusz UB Zygmunt Kozłowski, kierownik Wydziału Walki z Bandytyzmem w Jarocinie.

Komendant MO z wielką ulgą pozbył się podejrzanego. Z ciężkim sercem nie mógł się jednak rozstać z zarekwirowanym przy nim umundurowaniu. Na odesłanie skonfiskowanych rzeczy dał sobie czas, pisząc do Stanisława Kruka, szefa jarocińskiej bezpieki: Części umundurowania, które używał [Henryk Janicki] w czasie swego wystąpienia odeślę przy nadażającej się okazji. Okazja nadarzyła się dzień później, kiedy przesłał jarocińskiej bezpiece 1 płaszcz, 1 kurtkę, 1 czapkę, 1 bagnet z żabką oraz 1 pas główny. Sprawa w końcu się wyjaśniła. Otóż Komendantowi spodobał się skórzany pas, o którego zatrzymanie usilnie prosił bezpiekę. Swoją prośbę argumentował brakiem odpowiedniego własnego. Powyższy drobny, lecz istotny szczegół pokazuje, jak fatalnie w tamtym czasie wyposażona była lokalna milicja, gdzie Komendant Posterunku MO cierpi na brak służbowego pasa (sic!) Z drugiej strony przykład ten pokazuje, jak dobrze umundurowani i uzbrojeni byli żołnierze podziemia, często kosztem złapanych właśnie funkcjonariuszy MO. Widyński widział też doskonale jak wyposażona była przedwojenna polska policja, ponieważ jeszcze we wrześniu 1939 r. pełnił funkcję Komendanta Policji Państwowej w Pleszewie.

Tego samego dnia 26 marca 1946 r. Wojskowy Prokurator Okręgu Poznańskiego ppłk Świątkowski, działając na podstawie art. 1 i 3 Dekretu z 16 listopada 1945 r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa, postanowił o tymczasowym aresztowaniu H. Janickiego do 30 maja 1946 r. i osadzeniu go w więzieniu w Pleszewie. Znaleziony przy Janickim karabin „Mauser” poddano w UB badaniom pod kątem jego użyteczności. Sierżant Jan Basiński, odpowiedzialny za ubecki magazyn broni stwierdził, że broń jest w dobrym stanie i nadaje się do użytku. Niewątpliwie nie była to dobra wiadomość dla aresztowanego.

Henryk Janicki bezzwłocznie został przesłuchany przez Stanisława Szypulskiego. Przyznał się do udziału razem z oddziałem „Dzielnego” w kilku akcjach skierowanych przeciwko komunistom. Miedzy innymi miał brać udział w ataku na posterunek MO w Dolsku oraz w zajęciu przez oddział „Dzielnego” Pyzdr. Miał być także obecny przy zatrzymaniu w Skoraczewie dwóch funkcjonariuszy UB z Jarocina: Józefa Kordusa i Jana Tomaszczaka, którzy zamierzali wytropić oddział „Dzielnego”. Kordus przypłacił spotkanie z partyzantami życiem, a Tomaszczak, dotkliwie pobity, otarł się o śmierć. Wspomniany Stanisław Pawlak ps. „Sokół” z Boguszynka w czasie przesłuchania w dniu 26 kwietnia 1946 r. zeznał niezwykle brutalnemu oficerowi śledczemu UB w Jarocinie Edmundowi Góralczykowi, że Janicki 18 grudnia 1945 r. brał również udział w ataku na posterunek MO w Szymanowicach w powiecie konińskim.

Swoją działalność w podziemiu Janicki tłumaczył ubekom cytując słowa Rogińskiego, który oświadczył nam, że jesteśmy oddziałem partyzanckim Armii Krajowej, który walczy przeciwko PPR i przeciwko Rosji oraz przeciwko Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego. „Dzielny” powiedział nam, że jak przychwycimy kogoś z Urzędu Bezpieczeństwa względnie sowietów to mamy zaraz aresztować. Tak też się stało. Kordus został zatrzymany, a następnie zastrzelony jako funkcjonariusz komunistycznego aparatu przymusu. Tak podziemie traktowało funkcjonariuszy tajnej policji politycznej.

Henryk Janicki za przynależność do podziemia antykomunistycznego otrzymał najwyższy wymiar kary, karę śmierci. Orzekł ją 30 kwietnia 1946 r. na sesji wyjazdowej w Jarocinie hojny w ferowaniu wyroków śmierci Sąd Doraźny z Ostrowa Wielkopolskiego. Był sądzony razem ze Stanisławem Pawlakiem, kolegą z oddziału, który również otrzymał karę śmierci. Janicki miał w odróżnienia od swojego kolegi jednak szczęście. Bolesław Bierut skorzystał z prawa łaski. Karę śmierci zamieniono mu na 15 lat więzienia. Z odsiadki powrócił dopiero w 1954 r. i zamieszkał ponownie w Rogusku.

Józef Rosada oraz Stanisław Pawlak zostali 24 maja 1946 r. rozstrzelani przez pluton egzekucyjny w okolicach cmentarza w Jarocinie i w niedługim czasie na nim pochowani.

Wydawać by się mogło, że po wyjściu z więzienia skończyły się kontakty Janickiego z komunistycznym aparatem ucisku. Otóż nie. Bezpieka cały czas inwigilowała i bacznie go obserwowała. Dnia 28 maja 1956 r. chorąży Zenon Durczak, oficer operacyjny Powiatowej Delegatury ds. Bezpieczeństwa Publicznego w Jarocinie, chwilowej następczyni UB, założył na Janickiego Henryka sprawę ewidencyjno-obserwacyjną o kryptonimie „Rolnik”. Jej celem była kontrola świeżo co wypuszczonego na wolność byłego żołnierza „Dzielnego”. Jako były członek niepodległościowego podziemia, który dążył do obalenia przemocą ustroju PRL, podlegał wyjątkowej obserwacji.

Organy bezpieczeństwa państwa potraktowały Janickiego jako osobę podatną na „wrogą propagandę” oraz wznowienie działalności skierowanej przeciwko Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. W przeprowadzanych rozmowach z aktywem partyjnym, funkcjonariuszami MO i ORMO, dążono do ustalenia faktycznej jego działalności, jego stosunku do zachodzących przemian społecznych i gospodarczych oraz stosunek do przebudowy wsi. Interesowało bezpiekę jaką cieszy się opinią wśród społeczeństwa, jak społeczeństwo go ocenia i jaki ma wpływ na otoczenie, z kim utrzymuje kontakty, bliższe znajomości, oraz jak często, gdzie i do kogo wyjeżdża. Jednym słowem zamierzano go poddać całościowej inwigilacji.

W ramach sprawy o kryptonimie „Rolnik” SB przeprowadziła kilka gier operacyjnych. Między innymi w aktach operacyjnych po byłej Służbie Bezpieczeństwa znajduje się informacja, że funkcjonariusz prowadzący zamierzał zwerbować pod Henryka Janickiego jako agenta jego kolegę z Boguszynka. O efektach tej próby werbunku źródła milczą, mimo że Z. Durczak wiązał z kandydatem na werbunek ogromne nadzieje, zważywszy na nasycenie Boguszynka, Roguska i Kruczyna byłymi członkami poakowskiego podziemia. Z. Durczak nakreślił w swoim planie, że poprzez dokonanie wymienionego werbunku będziemy mogli rozeznać ich obecną działalność, ich zamiary, dalsze ich kontakty i powiązania oraz czym żyją i interesują się w chwili obecnej, jakie jest ich oddziaływanie na innych mieszkańców itp.   

Inwigilacja Janickiego nie przyniosła bezpiece spodziewanych rezultatów, dlatego 28 lutego 1957 r. st. sierżant Witold Wesołowski, oficer operacyjny Komendy Powiatowej MO w Jarocinie, rozpatrzywszy zgromadzone materiały o kryptonimie „Rolnik”, zakończył ją i przekazał do archiwum spraw ewidencji operacyjnej. W uzasadnieniu napisał: Wymieniony po wyjściu z więzienia za przynależność do bandy powrócił na tut. teren do m. Rogusko, gdzie pracuje na własnym gospodarstwie rolnym. W wyniku obserwacji figuranta nie uzyskano żadnych materiałów świadczących o jego obecnej wrogiej działalności. Postanowienia o zakończeniu postępowania podpisał funkcjonariusz Zygmunt Kozłowski, ten sam, który miał duży wkład w aresztowanie Henryka Janickiego w 1946 r.

Henryk Janicki po jakimś czasie od opisywanych wydarzeń zamieszkał w Środzie Wielkopolskiej.

Autor: Tomasz Cieślak

Bibliografia:
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej.

 

Twórca projektu Twórca
Partnerzy
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin
Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin Jarocin

Kategorie tematyczne